Polityk ostrzelał radiowóz i rzucił w policjantów granatem. Wyjaśnia, że zrobił to „W imię wolności, demokracji i wartości rodzinnych”

Fot. Roberto Jefferson
0 1 124

W Rio De Janeiro miała miejsce strzelanina z udziałem lokalnego polityka, który nie chciał oddać się w ręce policji. Finalnie jednak sam postanowił przyjechać na komisariat.

Roberto Jefferson to były lider Brazylijskiej Partii Pracy popierający aktualnego prezydenta kraju Jaira Bolsonaro, którego w mediach nazywał swoim przyjacielem. Jefferson w 2012 roku oskarżony o pranie brudnych pieniędzy i korupcję usłyszał wyrok 10 lat pozbawienia wolności. Polityk poszedł na współpracę, za co kara została zmniejszona o 3 lata, a już w 2016 roku został ułaskawiony.

To nie koniec jego problemów, gdyż w 2021 roku został ponownie aresztowany. Sąd zarzucił mu publikowanie w sieci fałszywych newsów, które były częścią jego kampanii antydemokratycznej, za co został objęty aresztem domowym oraz zakazał mu udzielania się w social mediach.

W piątek 21 października złamał jednak zakaz, obrażając sędzię Najwyższego Sądu Federalnego Brazylii. Jefferson nazywał Cármen Lúcie m.in. wiedźmą i prostytutką.

W niedzielę niewielka grupa funkcjonariuszy pojawiła się pod domem polityka, by przetransportować go do aresztu. Jefferson nie zamierzał jednak wpuścić mundurowych do środka. Wyciągnął za to karabin i oddał serię w kierunku radiowozu. Następnie wyrzucił granat i zamknął drzwi.

Po wszystkim opublikował na swoim Facebooku nagranie, w którym wyjaśnił, że rozpoczął strzelaninę „W imię wolności, demokracji i rodzinnych wartości”. Finalnie Jefferson po kilkugodzinnych negocjacjach oddał się w ręce policji.

W wyniku jego ataku dwóch funkcjonariuszy zostało rannych i trafiło do szpitala z niegroźnymi obrażeniami. Polityk zapewnił, że strzelał tak, aby nikomu nie zrobić krzywdy.

Poniżej znajdziesz nagranie z negocjacji, jakie miały miejsce przed zatrzymaniem:

Źródło: Polsat News/Guardian

Zostaw odpowiedź