Były policjant stworzył idealny plan napadu na kantor. Razem z kolegami zrabował 2,5 mln złotych

Fot. miejsce napadu, Google
1 3 860

W środę przed Sądem Okręgowym w Olsztynie rozpoczął się proces w sprawie napadu zorganizowanego przez byłego funkcjonariusza policji 38-letni Piotr K.-R. Do lutego 2018 roku był zastępcą naczelnika wydziału do walki z przestępczością przeciwko życiu i zdrowiu. W 2015 roku wyszło na jaw, że K.-R. oraz 16 innych policjantów znęcało się nad zatrzymanymi.

Szczegóły przygotowania i przebieg napadu opisał portal Super Express. Stworzenie całego planu zajęło mniej więcej rok. Były funkcjonariusz obrał sobie za cel kantor w centrum Olsztyna, który znajduje się w dogodnej lokalizacji. Otaczają go stare kamienice, a okolica nie jest objęta miejskim monitoringiem.

Policjant w swój przestępczy projekt wciągnął brata oraz dwóch znajomych, w tym pracownika kantoru. Zarzuty w tej sprawie poza Piotrem K.-R. usłyszeli również 41-letni Piotr K., 41-letni Piotr F. oraz 40-letni Mariusz W.

Jak ustalili śledczy, w styczniu 2019 roku bezdomny w zamian za pieniądze zakupił telefony, które były nieużywane aż do dnia napadu. Następnie mężczyzna pracujący w kantorze musiał wykonać bardzo istotne zadania. Dzięki niemu rabusie wiedzieli, kiedy w sejfach będą większe pieniądze, jakie są kody, które je otwierają, oraz w jaki sposób wyłączyć alarm. To jednak nie wszystko, musiał on także dorobić klucze, jednak pilnowała je inna kobieta zatrudniona w kantorze. Były funkcjonariusz musiał nawiązać z nią znajomość i kiedy zabierał ją na kawę, w tym czasie jego wspólnik udawał się do pobliskich ślusarzy.

Jako że złodzieje chcieli po prostu wejść do kantoru i wyjść z pieniędzmi, musieli zrzucić podejrzenia na osobę, która pilnuje kluczy i zna kody. Przez kilka miesięcy po akcji robili wszystkie, żeby zebrane poszlaki prowadziły do wspomnianej wcześniej kobiety.

Przed napadem rabusie zadbali o dobre alibi. Kilka godzin wcześniej pracownik kantoru wjechał do garażu byłego policjanta, aby „naprawić samochód”, co zostało zarejestrowane na kamerach. Mężczyźni następnie udali się do sklepu, gdzie za zakupy zapłacili kartą. Podobnie zrobił brat policjanta, którego transakcję zarejestrowano na stacji paliw.

21 września 2019 roku, kilka minut po 22:00 były funkcjonariusz i pracownik kantoru ruszyli do akcji. Wcześniej uszkodzili neonowy napis oświetlający ulicę. Otworzyli rolety i wpisali kod, który miał wyłączyć alarm, jednak się pomylili. Natychmiast skontaktowali się z firmą ochroniarską, w której wcześniej zatrudnił się twórca całego planu. Podali poprawny kod, znany tylko firmie i właścicielowi kantoru, tym samym nie wzbudzili podejrzeń ochrony.

Złodzieje najpierw zadbali o to, żeby nie zachował się żaden zapis z monitoringu, następnie zabrali pieniądze z jednego sejfu. Próba otworzenia kolejnego zajęła im zbyt długo i włączył się alarm napadowy. Ponownie zadzwonili do firmy ochroniarskiej, jednak okazało się, że jeden z pracowników skontaktował się już z właścicielem kantoru.

Przestępcy uciekli i udali się na pobliskie podwórka. Na jednym z nich czekał kierowca, który dowiózł ich do domu policjanta. Stamtąd pracownik kantoru wezwany przez swojego szefa ponownie udał się na miejsce napadu. Został przesłuchany przez policję, a jego telefon zabezpieczono na potrzeby śledztwa.

Po trzech miesiącach złodzieje zaczęli wydawać skradzione pieniądze. Ich łupem padło ponad 2,5 mln złotych. Śledztwo w tej sprawie trwało 9 miesięcy. Przełom nastąpił, kiedy udało się odzyskać zawartość telefonów komórkowych sprawców napadu. Kiedy mundurowi zatrzymali byłego policjanta, w bagażniku auta przewoził 400 tysięcy złotych.

 

Źródło Super Express
1 komentarz
  1. Michał mówi

    ukraść 2.5 bańki i zostać w kraju XD ja już dawno bym leżał na panamskiej plaży i cieszył się emeryturą

Zostaw odpowiedź