Jak Pershing klawisza urządził. Kulisy odsiadki słynnego bossa na Białołęce

4
119742
fot. Andrzej Kolikowski ps. Pershing, archiwum prywatne online-mafia.pl

Andrzej Kolikowski ps. Pershing trafiając na Białołękę, mógł liczyć na specjalne względy nie tylko u pozostałych osadzonych, ale i u części personelu. Aby uczynić jego odsiadkę wygodniejszą, przyniesiono mu do celi nawet dywan… Nie wszyscy jednak ulegli legendzie słynnego bossa.

W miejscu odsiadki Kolikowskiego pracował pewien młody i nadgorliwy strażnik, który zamierzał udowodnić Pershingowi, że po tej części murów nie ma żadnej władzy. Pomylił się.

O konflikcie strażnika z Pershingiem opowiedział nam Dariusz P., ps. Pecyniak, postać w rodzinnym Szczecinie owiana legendą i znająca na wylot więzienne realia. Darek, jako jedna z garstki osób w naszym kraju, za więziennym murem uzyskał status Gita w koronie, inaczej Gita pod symbolem.

Oznacza to, że należy do ścisłej elity osadzonych w polskich zakładach karnych oraz że ma wpływ na wiele decyzji, jakie podejmowane są w społeczności więziennej na terenie całego kraju. Obecnie jest kilkanaście lat po ostatniej odsiadce, zajmuje się rodziną i prowadzi w pełni legalny biznes. Posługuje się kilkoma językami, a jego pasją jest malarstwo, zwłaszcza odtwarzanie obrazów słynnego van Gogha. Osoba postronna, nieznająca jego przeszłości, z całą pewnością nie jest w stanie rozpoznać w nim człowieka, który jeszcze nie tak dawno trząsł polskim kryminałem.

Pecyniak bardzo blisko przyjaźnił się Pawłem N., ps. Mrówa, synem Dziada, którego zastrzelono w 2007 roku. W domu rodziny N. był z resztą częstym gościem, widując tam osoby z pierwszego szeregu gangsterskiej Polski. Co niezwykłe, podczas swojego pobytu w Hiszpanii otarł się nawet o kolumbijski kartel Cali i został jednym z 44 zatrzymanych podczas głośnej operacji hiszpańskich służb o kryptonimie „Kopernik”. Jego życiorys, jak widać, jest opowieścią na obszerną książkę lub dobre kino sensacyjne. Wróćmy jednak na polskie podwórko, a dokładniej między mury Aresztu Śledczego Warszawa-Białołęka i do roku 1998.

Kiedy poznałeś Pershinga i jak doszło do wojenki pomiędzy nim a strażnikiem więziennym?

Andrzeja poznałem, jeszcze zanim poszedł siedzieć. Latałem już trochę z legionistami, w sensie ze sportowcami, zapaśnikami itd. No i wtedy przez tych właśnie zapaśników się poznaliśmy.

Zdarzenie, o którym mówisz, było jakoś na wiosnę ‘98, bo w sierpniu Andrzej wyszedł, a ja od ‘97 byłem na Białołęce. No i był na oddziale taki niedowartościowany, chamski klawisz z jakiejś wiochy. Poszło o telefon. Andrzej chciał skorzystać dodatkowo z telefonu i ten nadpobudliwy klawisz, amfetaminiarz, jak się okazało potem, miał zły dzień i się spierdolił do Andrzeja. No i Pershing mówi:

– O ty, kurwa, chuju bity, chyba nie wiesz do kogo mówisz!

Kim ty jesteś w ogóle? To ja tu jestem królem, a ty jesteś więźniem!

No i od tego się zaczęło. Pershing tam zaczął się mocniej rzucać i zaraz wyleciała atanda, ta grupa uzbrojona, no i zaraz się zaczął dym, jakieś kopy poszły, no i tak się skończyło.

Na drugi dzień przyszedł na służbę taki klawisz po torbie, w porządku taki starszy sierżant. Andrzej opowiedział mu tą historyjkę, że musi tą kurwę dopaść, tego, co miał wczoraj służbę.

No i ten strażnik mu mówi:

– Andrzej odpuść, daj spokój.

A ten mówi:

– Nie ma kurwa takiej możliwości! Nie odpuszczę! No i sobie tam pogadali, ten klawisz wyjawił mu, skąd tamten chujek jest, no i się okazało, że jest z Tłuszcza spod Warszawy. No i ten młody po wolnym znowu przyszedł na nockę i znowu coś się sadził.

A Andrzej do niego tak:

– Słuchaj, kurwo, wiem, że mieszkasz w Tłuszczu, wiem pod jakim numerem, daję ci kurwo, czas do jutra.

Rano idę na spacer, a ty zorganizujesz i napiszesz na kartce i wsadzisz mi do szafki nazwiska wszystkich osób z tej bandy, co była na służbie i mnie okopała. Ja ładnie wrócę ze spaceru i w gołębniku, czyli w szafce, ma być cała lista tych frajerów.

No i tak było.

Przyniósł te nazwiska?

A jak! Następnego dnia był na spacerze. Ja akurat miałem już inną grupę spacerową. A Pershing siedział w pojedynczej celi, w takiej narożnikowej. No i jak wrócił do celi, to otwiera szafkę, a tam było dziesięć czy jedenaście nazwisk, tych takich nadpobudliwych, włącznie z tą zmianą tutaj na oddziale.

No i później oni wpierdol dostali, bo wiem, że byli wyłapywani. Większość była ze wsi, dwóch chyba było z Warszawy, a reszta to takie wieśniaki, co, wiesz, nadgorliwi, co chcieli się wykazać. Jeden gdzieś tam na rowerze wracał z działki, to go tam dopadli, orurowali, i tak wszystkich po kolei.

No i taka to była historia, że honorowo Andrzej to załatwił. Tam na Białołęce to w ogóle wszyscy wokoło niego latali jak kot z pęcherzem. Czerwony dywan mu tam rozwijali…

Prawdziwa historia. Później ten sam chujek się do mnie spruł, jak mu się postawiłem, to zaraz się wysypali, parę kopów dostałem, na dźwięki mnie wzięli do piwnicy. Nie bili mnie tam już, bo jakiś dialog między nami był, ale parę kopów dostałem, jakieś nagany kary, itd. Ale chuj, swoje ogarnąłem. Pershingiem może nie byłem, ale swoje w życiu robiłem.

Co ciekawe, wygląda na to, że Pershingowi wcale nie spieszyło się na wolność. Jego obrońca, Jacek Wasilewski, tuż po śmierci Pershinga, na łamach Tygodnika Przegląd wspominał:

– Mimo – moim zdaniem – nieprzekonywających dowodów winy mój klient otrzymał karę czterech lat więzienia. Zwrócił się do naczelnika więzienia z prośbą o dostarczenie do celi dywanu i telewizora. Otrzymał taką zgodę. Nie to było jednak dziwne – wspomina mecenas Jacek Wasilewski. – Ale fakt, że jemu wcale się nie spieszyło na wolność. Więźniowie liczą dni do wyjścia albo do rozprawy apelacyjnej, która może skrócić im wyrok. On nie. Robił wrażenie, jakby wcale nie był tym zainteresowany. Nie mogłem tego zrozumieć. Z taką postawą spotkałem się pierwszy raz w mojej karierze adwokackiej. Spytałem: „Dlaczego?”. Odpowiedział: „Jestem tu bezpieczny”.

W kontekście późniejszych wydarzeń nabrało to zupełnie innego znaczenia.

Źródło: Fragment książki Pershing – Król życia: https://www.crimeshop.pl/pershing/


4 KOMENTARZE

  1. Leszcz jak ch..uj. pier…oli bzdury. Pacynka czy jakoś tam. Zapraszam na mazury do puchy. Jest tam m.in. cbś-ak ,ciekawe czy ten pacynka opowidalby takie bzdury jaki to on kozak. Ale brednie opowiada o klawiszach.

    • Widać że to ty ten cbesiak jesteś j chcesz sobie fejm zrobić ty ku..wo zapruta . A.co do klawiszy to nie od tak mówi się że klawisz . Bo jak naciśniesz to ma wszytko grać.i tak jest . Latają jak kamerdynerzy co niektórzy

Pozostaw odpowiedź Olsztyn Anuluj odpowiedź

Please enter your comment!
Please enter your name here