Masakra w Gamie. 21 lat temu doszło do największej masowej egzekucji w historii polskiej mafii

0
29945
fot. Czynności policji pod restauracją Gama, mat. prasowe

Marian Klepacki ps. Maniek vel Stary Klepak wraz z Ludwikiem Adamskim ps. Lutek byli bossami starej gwardii, którzy wspólnie dowodzili gangiem wołomińskim. Pod koniec lat 90-tych w przestępczym świecie Warszawy mieli już status legend. Tworzyli tandem, w którym się uzupełniali – Lutek jako bardziej przedsiębiorczy odpowiadał za działania logistyczne zaś Klepak za rozwiązania siłowe. W rzeczywistości to oni, a nie słynny Dziad byli największymi szefami grup przestępczych prawobrzeżnej Warszawy.

Maniek i Lutek

Marian Klepacki był z zawodu tokarzem. W latach 90 stał się jednak biznesmen z bogatą kryminalną przeszłością. Dzięki odsiedzianym wyrokom w PRL-owskich więzieniach zyskał sobie mir wśród okolicznych przestępców. Na rozprawach zachowywał się jednak nienagannie i ze spokojem. Kolegom zabronił odwiedzania go na sali sądowej. Jak wielu gangsterów zaczynał jako drobny złodziej, jednak największego majątku dorobił się na przemycie wielkich ilości spirytusu, papierosów, wymuszeniach i porwaniach dla okupu. Prowadził również legalne interesy – lombard oraz kantor wymiany walut.

Najgłośniejsze uprowadzenie jakiego się dopuścił miało miejsce latem 1994 roku. Wówczas to zlecił porwanie 22-letniego Darka, syna swojego kolegi Czesława K ps. Ceber. Chłopaka „zawinięto” i wywieziono do domku letniskowego koło Radzymina, a następnie zadzwoniono do Cebera z żądaniem 300 tysięcy dolarów okupu. Czesław K. był wówczas święcie przekonany, że uprowadzenia dokonali pruszkowiacy, będący właśnie w stanie wojny z innym bossem rezydującym po tej stronie Wisły czyli Wiesławem Niewiadomskim ps. Wariat. Personalnie oskarżał o to samego Pershinga, choć ten próbował mu pomóc, jeżdżąc do jasnowidza i starając się odnaleźć kryjówkę porywaczy.

Ceberowi udało się jednak uzbierać 100 tysięcy dolarów dzięki, którym chłopaka wypuszczono. Po odzyskaniu dziecka zaczął gorączkowo szukać winnych. Jeździł wraz z synem po rozmaitych lokalizacjach szukając miejsca gdzie mógł być on przetrzymywany. Kiedy się okazało, że działka, na której trzymano Darka należała do Klepackiego, Ceber dostał szału.  Zażądał zwrotu okupu i odgrażał się że rozpowie kto dokonał tak ohydnego czynu.

Rozjuszonego Cebera próbowano go uciszyć wysyłając sygnał ostrzegawczy. Odpalona zdalnie bomba, którą umieszczono pod jego samochodem nie powstrzymała jednak jego zapędów. Wtedy, 13 marca 1995 roku wybuchła druga bomba. Umieszczona przy drzwiach jego domu w podwarszawskich Markach, zabiła na miejscu Cebera oraz innego słynnego przestępcę Jerzego Maliszewskiego. Eksplozja była tak duża, że rozrzuciła szczątki ich ciał po całym, obszernym podwórzu.

fot. Marian Klepacki (drugi od prawej), archiwum prywatne online-mafia.pl

Ludwik Adamski znany jako Lutek był z kolei właścicielem pralni chemicznej. Uważano go za człowieka spokojnego, przedsiębiorczego i charakternego. Gangstera w starym stylu. Przemycając spirytus i papierosy do spółki z Klepakiem dorobił się potężnego majątku.

Zasłynął akcją, w której z pilnowanego przez policję magazynu wyprowadził spirytus Royal, o wartości 4 miliardów starych złotych. Do sytuacji doszło w czasie wizyty w Polsce Jana Pawła II. Policja namierzyła skład nielegalnego spirytusu w magazynie Lutka znajdującym się pod jednym z mostów. Zaplombowano wówczas drzwi i oddelegowano mundurowych do pilnowania porządku w czasie wizyty Ojca Świętego. Pozostawiono jedynie kilku młodych funkcjonariuszy. Dziwnym trafem oni również zostali wezwani ze swej warty do innych obowiązków, a w tym czasie Lutek wyprowadził w magazyny prawie 24 tysiące litrów spirytusu. Zeznał później, że wylał go do rzeki.

W 1997 roku aresztowano go w sprawie zabójstwa rosyjskiego gangstera w Poznaniu, Andrieja Isajewa ps. Malowany. Adamski był podejrzewany o zorganizowanie egzekutorów na prośbę poznańskiego gangstera o pseudonimie Orzech. Boss Wołomina, jednak w krótkim czasie odzyskał wolność, a końca procesu nie było mu dane doczekać.

Ocenia się, iż był posiadaczem kilkudziesięciu działek leżących wzdłuż trasy poznańskiej zaś wyposażenie jego willi stojącej w Międzylesiu wyceniono na klika milionów złotych.

Konflikt z Karolem

W 1998 roku doszło do poważnego konfliktu starych bossów z młodymi wilkami, którzy dotychczas posłusznie wykonywali ich polecenia. Mańkowi często zdarzało się publicznie obrażać swojego podwładnego, Karola S., który prowadził interesy na boku nie zawsze oddając działkę szefowi.

Wołomiński boss zlekceważył jednak młodego gangstera i nie docenił jego ambicji. Kiedy Maniek, po raz kolejny znieważył publicznie Karola i dodatkowo go spoliczkował, ten oficjalnie wypowiedział mu lojalność. Postanowił odłączyć się od szefa i ze swoimi kompanami robić interesy na własną rękę. Mówi się też, że przejął również ludzi, zastrzelonego niedawno Andrzeja G. ps. Junior.

Panowie poszli na noże. W grupie Karola S., jedną z najważniejszych osób był Andrzej T., Tyburek, bezwzględny morderca o obliczu studenta informatyki. Patrząc na jego zdjęcie z listu gończego ciężko uwierzyć, że to bezlitosny i wyrachowany gangster.

Młodzi rebelianci szybko wzięli się do roboty. Do policji dochodziły także słuchy, że mają poparcie bossa z Wiednia, Jeremiasza B. ps. Baranina. Ten ostatni był w tamtym czasie najpotężniejszym polskim gangsterem, który chętnie korzystał ze współpracy ze wszystkimi liczącymi się służbami. To właśnie jego podejrzewa się o zlecenie egzekucji w Gamie.

Zabójstwo Baniaka

Pierwszym aktem wojny wołomińskiej było podłożenie bomby pod samochodem Mańka. Ładunek eksplodował 14 grudnia 1998 roku przed godziną 21. Do eksplozji doszło pod hipermarketem Geant, w czasie gdy mnóstwo ludzi było pochłoniętych przedświątecznymi zakupami. Cudem nikt nie ucierpiał.

Klepacki po tamtym zdarzeniu przyjął pomoc zaoferowaną przez Piotra W. ps Kajtek, jednego z najlepszych złodziei samochodów w stolicy, który miał ambicje zostania szanowanym gangsterem. Kajtek wraz ze swoją ekipą mieli pomóc w dorwaniu bandy Karola, a do swojego zadania postanowił skaperować również gangstera z grupy markowskiej, Krzysztofa K. ps. Baniak.

Mężczyźni umówili się na spotkanie 6 stycznia 1999 roku, przy skrzyżowaniu ul. Trawiastej z Piątą Poprzeczną w Aninie. Na miejscu zjawiło się kilka osób. Kiedy dogadywali ze sobą temat dorwania Karola i jego ludzi, do grupki mężczyzn zbliżył się samochód marki Dodge, a zza jego okien wysunęły się lufy pistoletów automatycznych.

Baniak, dostał kilkanaście kul i zmarł na miejscu. Kajtek, został lekko ranny. O dużym szczęściu może za to mówić Piotr D., który otrzymał 17 postrzałów a mimo to przeżył. Kule przebiły mu lewą pierś w okolicach serca, bark, złamały nogę i pocięły ręce. Policja, znalazła później na miejscu strzelaniny 52 łuski. Atak w Aninie przeprowadzili oczywiście ludzie Karola, którzy postanowili ubiec swoich oponentów.

Dwa trupy pod T.G.I Fridays

Kajtek przeżył jednak Karol nie zamierzał podarować mu tego, że współpracując z wołomińskimi bossami organizuje polowanie na jego osobę. Postanowił dopaść go po raz kolejny.

W sobotę 20 marca 1999 roku Piotr W., przyjechał z żoną do restauracji T.G.I Fridays znajdującej się na alei Jana Pawła II. Para zasiadła do kolacji jednak Kajtek był bez przerwy niepokojony telefonami. Ktoś próbował ewidentnie wywabić go z lokalu i po którymś z połączeń Piotr W. wychodzi w końcu przed restaurację.

fot. Restauracja T.G.I Friday’s, google maps

W tym momencie podbiegło do niego kilku mężczyzn, którzy oddali w jego kierunku serię strzałów z broni automatycznej, a Kajtek padł martwy na ziemię. Jak się okazało, napastnicy postrzelili jeszcze jedną, całkiem przypadkową osobę. 50-letni Marek W., pracownik Teatru Narodowego doczołgał się co prawda do drzwi restauracji, jednak zmarł zanim przyjechało pogotowie.

Apogeum porachunków, choć jeszcze nie ich koniec, nastąpiło 31 marca 1999 roku.

Gama

W restauracji Gama (dawniej Dorotka) u zbiegu ulic Wolskiej i Staszica, gdzie swoje nieoficjalne biuro miał Klepak, spotkali Lutek, Klepacki oraz ich trzech ludzi, Olgierd W. ps. Łysy, Mariusz Ł. ps. Piguła, Piotr Ś. ps. Kurczak. Panowie racząc się pierogami, specjalnością zakładu, rozmawiali o rozwiązaniu problemu z młodymi buntownikami. Później w kieszeni jednego z nich znaleziono zdjęcie Karola, które prawdopodobnie miało zostać przekazane zabójcy na zlecenie.

Około godziny 13.00 do lokalu wszedł tajemniczy mężczyzna, który tylko rozejrzał się po restauracji i natychmiast ją opuścił. Chwilę później do budynku wbiegło trzech zamaskowanych mężczyzn, którzy z marszu otworzyli ogień do rozmawiających gangsterów. Strzały z dubeltówki, broni maszynowej i pistoletu, pozbawiły życia wszystkich pięciu mężczyzn. Kilka chwil później mordercy mknęli już polonezem w stronę miasta. Porzucono go później w otwockim lesie i spalono.

Policjanci, którzy zjawili się na miejscu zbrodni wspominają obraz masakry: Pięć poszatkowanych kulami ciał leżało w kałuży krwi, zmieszanej z wodą cieknącą z poprzestrzelanych kaloryferów. Śledczy i technicy wykonując swoje czynności niemal po kostki brodzili w krwawej brei.

Obława na bandę Karola

Na początku sierpnia 1999 roku policja rzuciła się na grupę Karola. Wpadł sam lider gangu, a także Robert B. Bieniasty, Paweł J. Japa, Cezary P. Popo i Andrzej M. Niuniek. Z obławy uciekł jednak Tyburek. Warto tu dodać, że gdy “Karolowi” trafili do aresztów, za kratami przebywała też duża część ekipy Jacka Klepackiego czyli syna Mańka, która w kryminale miała większą renomę niż ekipa Karola.

Ponadto jeden z bliskich kompanów Karola S., niejaki Popo, zgodził się pójść na współpracę. Nie wytrzymał jednak ciśnienia i płynących zewsząd pogróżek. Po pewnym czasie powiesił się w celi aresztu.

Zemsta Młodego Klepaka

Kiedy w październiku 1999 roku, po siedmiu miesiącach aresztu, wyszedł na wolność Jacek Klepacki, to on został nowym bossem grupy i od razu zarządził zrobić porządek w Wołominie. Zaplanował wyłapywać będących na wolności kompanów Karola

2 marca 2002 roku,  około godziny 19, pod restauracją  „Biesiadna”, w zaparkowanym Audi, siedziało dwóch mężczyzn. Jednym z nich był Rafał G. właściciel knajpy, drugim jego kolega, Leszek M. ps. Łata, jeden z członków gangu Karola. Do stojącego pod „Biesiadną” pojazdu, podjechało nagle czarne Subaru. Zza opuszczonej szyby wyłoniła się lufa broni automatycznej, która kilkoma seriami trafiła w stojący wóz. Siedzący w środku mężczyźni próbowali jeszcze uciec ale było już za późno.

Auto ruszyło lecz zaraz zatrzymało się na pobliskim płocie. Łata zginął na miejscu, Rafał G., który nie był celem ataku, zmarł po 40 minutach.

Klepak był przekonany, że Łata był jednym ze strzelców w Gamie. Polował na niego przez kilka tygodni.  – W czasie egzekucji wiedział, że towarzyszy mu przypadkowa osoba, mimo to zaatakował – opowiadał później policjant białostockiego CBŚ.

Długopis i Archiwum X

Rok wcześniej zastrzelono innego z członków ekipy Karola Pawła D. ps. Długopis, który przebywał właśnie w pubie “Kubuś” w Sulejówku. Sytuacja była nieco podobna do tej pod restauracją T.G.I Fridays. Długopis odebrał telefon i usłyszał głos, jak ustalono niedawno Anny C., która poprosiła go o wyjście przed lokal. Gangster wyszedł przed bar i wsiadł do samochodu.

W tym momencie rozległy się strzały. Ranny Paweł D. ratował się ucieczką, przeskakując przez pobliskie płoty i biegnąc przez podwórka. Nie udało mu się. Ścigający go zabójca dogonił go i dobił strzałem w głowę.

Sprawa ta, jak wiele innych morderstw z tamtego okresu pozostała niewyjaśniona. Wszystko jednak zmieniło się na początku 2018 roku kiedy to policjanci z wydziału Archiwum X, pracując nad zbrodnią mającą miejsce w tej samej okolicy w 1999 r. wpadli na trop zabójców Długopisa. Okazało się bowiem, że oba te zdarzenia najprawdopodobniej łączą osoby sprawców.

Wykonane czynności, w tym wykorzystanie najnowszych technik śledczych pozwoliło na zebranie nowych dowodów, na podstawie których prokurator prowadzący śledztwo podjął decyzję o zatrzymaniu. Policjanci „Archiwum X”, weszli do mieszkań w Warszawie i podwarszawskim Julianowie w asyście antyterrorystów, zatrzymując 44 letniego Rafała S., i 37 letnią Annę C. Oboje usłyszeli już zarzuty zabójstwa oraz pomocnictwa do zabójstwa. Grozi im za to kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Śmierć na Mazurach

Gdy zaczęło robić się gorąco wokół Klepaka i wystawiono za nim list gończy, postanowił  ukryć się przed zasięgiem policji. Kiedy śledczy i dziennikarze spekulowali w jakim kraju ukrywa się Klepacki, on spokojnie bawił się w Mikołajkach na Mazurach.

17 sierpnia 2002 roku, w godzinach wieczornych Jacek Klepacki wraz z kolegami biesiadował w lokalnym barze „Okoń”. Nagle, do jego stolika podbiegło trzech młodych mężczyzn, którzy bez słowa otworzyli do niego ogień.

fot. Jacek Klepacki, archiwum

Padło 11 strzałów. Klienci baru rzucili się w popłochu do ucieczki. Uciekać zaczęli również napastnicy, a w pogoń za nimi ruszył, patrolujący okolicę sierżant Marek Cekała. Padł kolejny strzał. Trafiony policjant padł na ziemię. Szybko wezwano pogotowie, lecz karetka była już w drodze po Klepaka. Kiedy przyjechała następna, funkcjonariusz już nie żył.

Śmierć Jacka Klepackiego była ostatnim z aktów wewnętrznej wojny Wołomina. Przełom lat 90-tych i dwutysięcznych, był też symbolicznym momentem w historii całej stołecznej i krajowej gangsterki.

Zginęli szefowie Wołomina, a wkrótce osławiony Pershing. Inny z bossów, Masa został świadkiem koronnym, a grupa pruszkowska została rozbita przez utworzone właśnie Centralne Biuro Śledcze. Nie żyli już Nikoś z Wybrzeża, Simon z Katowic czy Malarz, przyjaciel Lutka. Inni bossowie jak Oczko ze Szczecina czy Krakowiak ze Śląska odsiadywali lub czekali na odsiadkę długoletnich wyroków.

Dożywocia

W 2013 roku Karol oraz jego dwóch kompanów, Robert B. Bieniasty i Andrzej M. Niuniek zostali prawomocnie skazani na kary dożywocia. Udowodniono im zabójstwo Baniaka, Kajtka i pracownika teatru.  Czwarty z gangsterów Paweł J. ps. Japa, który przyznał się do winy otrzymał 25-lat.

48-letni dziś Tyburek, który uciekł z obławy po wydarzeniach w Gamie, ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości przez długie 10 lat. Żył przez ten czas w Niemczech, ze zmienionym nazwiskiem i wyglądem.

Dorwali go dopiero w 2009 roku, tzw. łowcy głów, specjalna komórka CBŚ, która została wyznaczona do tropienia przestępców największego kalibru, a warto zauważyć ,że Tybur, jak również go nazywano, przez pewien czas był numerem jeden na liście najbardziej poszukiwanych polskich bandytów.

Zatrzymany na drodze dojazdowej do Poznania gangster, został aresztowany i postawiony przed sądem. On również otrzymał wyrok dożywocia za zabójstwo Baniaka, choć podejrzewany był o dużo więcej zbrodni. Śledczy byli także przekonani, że strzelał on także w „Okoniu”, jednak nie udało się znaleźć wystarczających dowodów.

Za zabójstwo policjanta Marka Cekały, nie odpowiedział nikt, gdyż nie ustalono, kto konkretnie pociągnął za spust.

Pod znakiem zapytania stoją także sprawcy masakry w Gamie, chociaż  być może, po niemal 20 latach, poznamy dokładny przebieg i sprawców najgłośniejszej masakry w historii polskiej przestępczości zorganizowanej. Funkcjonariusze warszawskiego Archiwum X, postanowili bowiem ponownie prześwietlić krwawy rozłam w grupie wołomińskiej.

Jak powiedział w czerwcu tego roku, jeden z funkcjonariuszy Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji:

– Od kilku miesięcy pracujemy bardzo intensywnie nad wydarzeniami związanymi z wojna domową w gangu wołomińskim. Od buntu Karola S. i jego gwardii w 1998 r., po zabójstwo w 2002 r. Jacka K. ps. Klepak. Analiza sprawy i nowe dowody już przynoszą pierwsze rezultaty. –

FCZ/ online-mafia.pl

POSŁUCHAJ TEJ HISTORII W FORMIE PODCASTU:


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here