Afera “sznapsgate” – pierwsza eksplozja gangsterskich fortun

0
1309

30 grudnia 1988 roku – weszły w życie przepisy umożliwiające wwożenie do kraju nieopodatkowanego spirytusu. Biznesmeni, przemytnicy i gangsterzy już od 1 stycznia 1989 roku, rzucili się z impetem na interes, nazwany później aferą „Sznapsgate”.

Do zmian w przepisach doprowadził rząd Mieczysława Rakowskiego. W zapisie prawnym widniała informacja, że można wwieźć do kraju, właściwie dowolną ilość spirytusu, pod warunkiem, że jest on przeznaczony do prywatnego użytku. Wystarczyło więc podczas kontroli celnej poinformować, że jest to alkohol „na wesele córki” i można było ruszać dalej.

Mieczysław Rakowski/ fot. Igor Morye/AG

Po kilku miesiącach zablokowano spirytusowe eldorado, jednak starty Skarbu Państwa, jakie spowodowała ustawa wynosiły już ponad 32 mln nowych złotych.  Początkowo zasłaniano się błędem w zapisie, jednak powołano wkrótce komisję sejmową do zbadania sprawy. Komisji tej przewodził wówczas Włodzimierz Cimoszewicz, a pięciu wysokich rangą urzędników państwowych trafiło przed Trybunał Stanu.

W 1997 roku trzech z nich uniewinniono, jednak rok później zapadł pierwszy o 1926 roku, wyrok Trybunału Stanu, skazujący byłego ministra współpracy gospodarczej z zagranicą oraz byłego szefa Urzędu Ceł. Mężczyźni zostali pozbawieni praw wyborczych oraz możliwości piastowania urzędu przez pięć lat.

Nie były to jednak wygórowane kary, w stosunku do nadużyć jakich dopuścili się urzędnicy. Mówiono wprost o tym, że zostali przekupieni i za wprowadzenie prawnej luki otrzymali wysokie łapówki.

Pierwszy tak potężny napływ spirytusu do Polski, stał się zaczątkiem budowania wielkich przestępczych fortun. Można też pokusić się o stwierdzenie, że napełniając kieszenie gangsterom, dał im możliwość rozbudowywania przestępczych struktur i przyczynił się do ogólnego wybuchu przestępczości zorganizowanej w latach ’90.

Leszek D. “Wańka”/fot. rp.pl

Leszek D. „Wańka”, jeden z bossów grupy pruszkowskiej, zapytany kiedyś o pierwszy poważny interes odpowiedział:

– “W 1989 roku otrzymałem od grupy, nazwijmy ich urzędników państwowych propozycję, że jest taka możliwość z tym spirytusem, tylko że oni tego nie zrobią, czy ja bym się tym nie zajął?”

Byli to  funkcjonariusze tzw. służb. W zamian za to zażyczyli sobie odpowiedni procent od przemycanego spirytusu. “Dostaniesz kierunek, bierz towar z tego i z tego miejsca, nas nie interesuje, jak ty sobie sprzedasz” – mówili.”

 Potężnych majątków na handlu spirytusem, dorobiły się też takie tuzy polskiej mafii, jak mieszkający w Ząbkach, Henryk N. „Dziad” czy bossowie z Wołomina, Ludwik A. „Lutek” i Mariak K. „Maniek”.

 

 

 


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here