„Wolałbym karę śmierci niż dożywocie” – Mafia PL w rozmowie z „Grekiem”

„Wolałbym karę śmierci niż dożywocie” – Mafia PL w rozmowie z „Grekiem”

fot.Natalia Twardy, Publicat S.A.

„Grek” to pseudonim Autora wymyślony na potrzeby książki. Kryjący się pod nim gangster kradł, oszukiwał, porywał ludzi, zlecał zabójstwa – każdy czuł przed nim respekt. Początek jego przestępczej kariery przypadł na lata dziewięćdziesiąte – czas drapieżnego polskiego kapitalizmu. „Grek” wspinał się po szczeblach gangsterskiej hierarchii, aż doszedł na szczyt. Pewne wydarzenia sprawiły jednak, że postanowił skończyć z dotychczasowym fachem i zacząć wszystko od nowa. Uczciwie.

 

 

„Grek” jest także autorem, jednej z najciekawszych książkowych pozycji ostatnich lat, traktującej o polskiej przestępczości zorganizowanej. „Byłem gangsterem” z definicji jest autobiografią, lecz czyta się ją niczym wciągający kryminał. Akcja, która zaczyna się na pierwszej stronie, utrzymuje tempo do ostatniego akapitu.

W rozmowie z Mafią PL, „Grek”, opowiada o lojalności, cechach lidera, gangsterach-celebrytach i kilku innych kwestiach, związanych z jego dawnym życiem. Oddajmy mu zatem głos.

 

Jak dziś, z perspektywy czasu, definiuje Pan takie pojęcia, jak lojalność, braterstwo czy zaufanie? Jak zmieniły się Pana definicje tych słów, w stosunku do tego, jak postrzegał je Pan na początku swojej przestępczej kariery?

 

Dzisiaj nie wierzę w przyjaźń ani nawet koleżeństwo. Pobyt w więzieniu dużo mnie nauczył. To, co usłyszałem z ust swoich byłych przyjaciół, kolegów czy wspólników w trakcie mojego procesu,  wyleczyło mnie z tych wszystkich gadek o lojalności, braterstwie i innych bzdetach. Zawsze byłem ostrożny, używając słowa przyjaźń, jednak kryminał wyleczył mnie całkowicie z ufności wobec ludzi, nawet co do własnej rodziny. Każdy, kto przeczytał moją książkę, wie, że kiedy siedziałem już w więzieniu, została przy mnie tylko moja mama. Mój najlepszy kolega Darek zeznawał przeciwko mnie w sądzie. Policjanci spisali taką wersję, jaką przedstawił podczas procesu. Nie wycofał swoich fałszywych zeznań przed sądem. Sumienie ruszyło go dopiero, gdy przyznałem się do winy. Wtedy okazało się, że jego kłamliwa historyjka jest nie warta funta kłaków. Nie miał wyjścia. Naturalnie nikt się tym nie zajął… Na podstawie takich zeznań można posadzić każdego. Na marginesie, Darek robił rozległe interesy, choćby w Warszawie i nikomu z tamtejszych gangsterów nie przeszkadzało to, że ich wspólas to konfident policyjny. Wówczas znany złodziej samochodów, dzisiaj jest alkoholikiem…Wie Pan jest takie przysłowie. Jak masz przyjaciela, to już jesteś bogatym człowiekiem…

 

Co stracił, a co zyskał „Grek”, zmieniając swoje życie i zrywając z przestępczością?

 

Nic nie straciłem, zrywając z gangsterką. Jestem wolnym człowiekiem, który chodzi i robi, co chce. Nikt, kto nie był w mojej sytuacji, tego nie zrozumie. Siedziałem na „enkach” ze świadomością, że już nigdy nie poczuję wolności, nie zobaczę rodziny, dzieci. Więzienie to najgorsza rzecz na świecie. Wolę jeść suchy chleb na wolności niż kawior w kryminale –czasami sobie zamawiałem…Wolałbym karę śmierci niż dożywocie. Gdyby taki wyrok zapadł, odebrałbym sobie życie na 100%. „Greka” już nie ma i nigdy nie będzie.

 fot.Natalia Twardy, Publicat S.A.

 

Czy po premierze książki, odezwały się do Pana osoby, które są jej zakamuflowanymi bohaterami? Czy miał Pan z tego powodu jakieś nieprzyjemności ? 

 

Całkowicie zerwałem kontakty z dawnymi pseudo-kolegami. Czasami któregoś spotkam, ale… dalej się dobrze napierdalam, dlatego nie chcą wchodzić mi w drogę. Wiem, że szeptają o mnie i mojej książce – tylko tyle mogą. Zapraszam ich do lektury drugiej części, to się dopiero naczytają. O książce ludzie mówią tylko dobrze…

 

Jakie są dalsze losy „Boksera”? Czym dziś się zajmuje ?

 

Z „Bokserem” nie utrzymuję kontaktu…W książce tego nie napisałem, ale był jednym z pierwszych, który nas sprzedał. Wiem, że chciał się ze mną spotkać, ale ja nie widzę takiej potrzeby. Słyszałem, co robi i jak żyje – plotki… Nic się nie zmienił, poza tym, że jest już stary.

 

Jakie jest Pana zdanie na temat gangsterów-celebrytów, którzy niby są skruszeni, a jednak chełpią się swoją przeszłością?

 

Nie ma gangsterów-celebrytów. Media robią z nich gwiazdy…Gdyby nie świadkowie koronni i tzw. 60-tki policja nie zrobiłaby nic. Problem w tym, że wielu z tych skruszonych po prostu kłamie na procesach. Bandyta to tak jak alkoholik czy narkoman – całe życie się nim jest…Czy są gangsterzy, którzy się zmienili na dobre? Ja taki jestem i znam wielu, którzy dali sobie spokój. Nie dlatego, że nagle staliśmy się innymi ludźmi, lecz dlatego, że boimy się odsiadki. Niech Pan zapyta tych, którzy się tak tym chełpią, co zrobili dla swoich ofiar i czy naprawili szkody, które wyrządzili innym. Jak to jest? Za pieniądze to i ten… się modli.

 fot.Natalia Twardy, Publicat S.A.

 

Jakiej, jednej rzeczy, w całej historii „Greka”, żałuje Pan najbardziej?

 

Dzisiaj żałuję wszystkiego, co było związane z „Grekiem” i jego życiem. Przez to straciłem wszystko i wszystkich.

 

Gdyby mógł Pan teraz spotkać 20-letniego „Greka” i przekazać mu jedną poradę/ostrzeżenie to, co by to było ?

 

Dałbym mu do przeczytania moją książkę i powiedział: Jak będziesz miał dużo szczęścia, to może skończysz tylko tak jak ja… Jeśli tego szczęścia nie będziesz miał, to pójdziesz do piachu lub dostaniesz dożywocie, kolego. Nie ma innej drogi.

 

Czy Pana zdaniem, dzisiejsza przestępczość zorganizowana, ma jeszcze cokolwiek wspólnego z tą, którą pamięta Pan z lat ’90 i początku dwutysięcznych ? 

 

Teraz grupy przestępcze nie mają nic wspólnego z tymi z lat 90.. Dzisiaj to zwykli chuligani, ale jest ich więcej… Pierwsze miejsce zajmują kibole, w całym kraju są ich tysiące. Tylko o takiej przestępczości możemy mówić. Oni rządzą i trzymają wszystko: burdele, dopalacze, narkotyki miękkie, twarde, tytoń, części samochodowe i kradzione auta. Oni lub powiązane z nimi mniejsze grupki  są wszędzie.

 

Czy w latach ’90 w przestępczym podziemiu istniała jakaś postać, którą do dziś darzy Pan szacunkiem czy nawet sympatią ?

 

Nie szanuję żadnego gangstera z tamtych lat, bo dzisiaj wiem, jak to wygląda i jacy to byli ludzie. Fałsz, obłuda i brak jakichkolwiek zasad. No może jedynie miło wspominam „Hydraulika”. Kurwa go mać, moje chłopaki…To oczywiście żart.

 fot.Natalia Twardy, Publicat S.A.

 

Jakie cechy osobowości pańskim zdaniem sprawiają, że jedna osoba staje się liderem, w czasie kiedy inne godzą się na podporządkowanie jej. Jeśli chodzi o w grupy przestępcze, nasuwa się odpowiedź, że rządzi po prostu najsilniejszy, jednak w opowieści „Greka” pojawia się niejaki „Hydraulik”, który nie jest ani silny, ani super-inteligentny, a jednak pewien posłuch posiadał. 

 

Żeby być liderem dużej, liczącej się, mocnej grupy, trzeba być przede wszystkim człowiekiem inteligentnym… Jeśli dojdzie do tego dobra walka na pięści i umiejętność zarabiania pieniędzy, to mamy kozaka lidera. Musi być też na swój sposób odważny. Taki był „Bokser”, taki byłem ja…Kiedyś w każdym mieście było kilka grup. Również takie małe, jak „Hydraulika”. On był idiotą i tylko tacy u niego w ekipie biegali. Pisało się o nim w gazetach, ponieważ jego półgłówki z ekipy potrafili zabić człowieka w dyskotece na oczach wielu osób, a potem po kilku miesiącach odkopać zwłoki i poćwiartować. Media zrobiły z niego gangstera, a ja i wielu innych mieliśmy go za debila z rudą grzywką. Siedziałem osiem lat w więzieniu, często jakiś więzień pokazywał mi, że pisali o nim w gazetach, że był gangsterem, bo wszedł do komisu z telefonami i zastrzelił sprzedawcę za 2 tysiące złotych. „Hydraulik” miał posłuch przez chwilę. Wszyscy jego ludzie – nawet mało rozgarnięci – szukali innych ekip. Ekipa „Boksera” to byli sportowcy, silni i w miarę normalni ludzi. Resztki nieudaczników, których nikt nie chciał przyjąć, szły do „Hydraulika”. Mówił tak niewyraźnie, że sam siebie nie rozumiał. Tylko dlatego nie został oficjalnie kapusiem w innych procesach, bo żaden policjant i prokurator nie mogli go zrozumieć. Proszę mi wierzyć. Dzięki mnie pierwszy raz w życiu, w więzieniu zjadł ciepły posiłek składający się z dwóch dań…zupy i drugiego dania. Dzięki mnie miał dach nad głową przez 15 lat i nawet był kajfusem i kucharzem  w zakładzie karnym. Nie wspomnę już o tym, że dostał za darmo porządne gumowe półbuty kadzienne… To na pewno nim wstrząsnęło. Nikt nigdy tak o niego nie dbał na wolności. Wiem, że wyszedł w tamtym roku i nie potrafi się odnaleźć – bidulek jeden. Tak na marginesie, bardzo chciałbym go spotkać.



 

Przebywał Pan od młodych lat w towarzystwie brutalnych, często prymitywnych ludzi. Czy nie brakowało Panu czasem relacji z osobami, z którymi można porozmawiać o czymś więcej niż lanie po mordzie, panienki i uliczne interesy? Nie miał Pan czasem poczucia, że marnuje życie w takim towarzystwie?

 

Wie Pan, nie wstydzę się tego. Pochodziłem z biednej robotniczej rodziny, jak większość moich kolegów z podwórka. Na dodatek w domu rządził ojciec alkoholik. Od najmłodszych lat człowiek musiał kombinować, żeby zjeść kawałek chleba – dosłownie. Gdzie ja miałem szukać tych wykształconych, mądrych? Byłem dzieckiem z tzw. marginesu społecznego. Naturalnie kiedy dorosłem i zostałem gangsterem, znałem tych z „elyyyty”…wykształconych i mądrych. W większości też byli przestępcami – większymi lub mniejszymi – ale w latach 90. każdy kombinował, żeby mieć na kolorowy telewizor. Nie miałem szans na lepsze życie… Mogłem tylko, jak mój brat, pracować za głodową pensję w fabryce. Wybrałem ulicę i bandytkę. Wtedy nie znałem innego, lepszego życia, ,a poza tym wtedy uważałem, że jestem szczęściarzem… Miałem wszystko, co tylko chciałem mieć. Znałem wiele prostytutek, które miały wyższe wykształcenie. W naszej ekipie również było kilka takich osób. Na przykład „Bokser” był  bardzo inteligentny, proszę mi wierzyć.

 

Czy brakuje Panu, któregoś z elementów życia dawnego „Greka”? Władzy, ulicznego respektu, szybkich przyjemności ?

 

Szczerze… brakuje mi pieniędzy, które miałem kiedyś i o które nawet nie musiałem się prosić. Same wpadały mi do kieszeni. Mimo to nie wrócę nigdy do bandytki…”Grek” to już przeszłość, z której na pewno nie jestem dumny. Cudem jest to drogi Panie, że jeszcze żyję. Po „Greku” pozostała  legenda… Zmarnowałem sobie i wielu niewinnym ludziom życie.

 fot.Natalia Twardy, Publicat S.A.

Czy planuje Pan kiedyś ujawnić swoją tożsamość? Na przykład przy pojawieniu się kolejnej książki ?

 

Jestem wdzięczny Wydawnictwu Dolnośląskiemu za to, że wydało moją książkę. Sam Pan wie, że jest to trudny rynek. Napisałem już drugą część… Jest mocna. Mam także kilka innych napisanych już książek. Może ktoś odważy się je wydać. Lubię pisać i będę to robił dalej choćby dla kilku znajomych, którzy są moimi pierwszymi recenzentami. Nie chcę ujawniać się tylko i wyłącznie dla dobra moich dzieci, które borykały się często zarówno w szkole, jak i wśród znajomych z moją złą sławą i nazwiskiem.

 

Dziękuję.