Zbigniew Sz. „Simon”

Zbigniew Sz. „Simon”

Zbigniew Sz. Ps. Simon nie pochodził z Katowic. Na Śląsk przyjechał z Pruszkowa w drugiej połowie lat 80, kupił tam duże mieszkanie na ul. Opolskiej i otworzył firmę budowlaną. Pieniądze na otwarcie interesu miały pochodzić z kilkuletniego pobytu w RFN, nie wiadomo jednak w jaki sposób zostały zarobione. Wiadomo za to, że przyszły gangster nawiązał tam przydatne znajomości.

 

W milicyjnych kartotekach figurował już jako cinkciarz i spekulant.Legenda głosi że pseudonim ”Simon” wymyśliła jedna z katowickich prostytutek twierdząc że Sz. Przypomina z wyglądu Simona Templera, bohatera serialu „Święty.”

Na początku lat ‘90 Zbigniew Sz. Spotkał się z Ricardo Fanchinim, pochodzącym z Katowic międzynarodowym bossem. Fanchini urodzony pod nazwiskiem Marian Kozina z pewnością udzielił koledze kilka przydatnych porad. Simon bowiem zajął się wkrótce handlem spirytusem na dużą skalę.Alkohol sprowadzał zupełnie legalnie, importując go zza zachodniej granicy całymi cysternami.

Fanczini nie był jednym znajomym Sajmona w środowisku przestępczym, nie było żadną tajemnicą, że miał on dobre kontakty z grupą pruszkowską, a przede wszystkim z Jarosławem Sokołowskim ps. Masa. Tą tezę może potwierdzać fakt, że mimo iż grupa Sajmona nie była najsilniejszą na tym terenie, to mogła działać bez obaw o konflikty z innymi gangami śląska.

W 1992 roku Zbigniew Sz. Wystąpił o zgodę na otworzenie w Katowicach salonu gier hazardowych Zielone Bingo. Swoją prośbę motywował tym, że część dochodów przeznaczona będzie na ochronę środowiska. Wszystko szło zgodnie z planem dopóki policjanci nie przyjrzeli się kim jest osoba chcąca wejść w ten interes i jego wspólnicy. Wniosek został odrzucony.

/PAP

Nic jednak nie przeszkodziło Simonowi w otwarciu restauracji, którą nazwał „Zielone Oczko”.Stojący przy ul. Kościuszki  lokal, uważany był za jeden z najbardziej luksusowych w mieście. Simon jako restaurator nie miał jednak litości dla kolegów po fachu. Rękami swoich ochroniarzy przejmował bramki w dyskotekach i zmuszał właścicieli knajp aby przyjęli od niego ochronę. Grupa młodych mężczyzn, którzy pracowali dla Simona robiła się co raz większa, mówiono nawet o kilkudziesięciu osobach. Gangster rekrutował ich spośród kulturystów i uprawiających sporty walki. Dawał im pensje, płacił za treningi i odzywki, wysyłał na zawody. Kiedy osiągali sukcesy mogli liczyć na specjalne nagrody. Ochroniarz Simona, karateka Tomasz N. po zdobyciu mistrzostwa Polski i Europy dostał od swojego szefa złoty zegarek wart kilka tysięcy zł.

Żołnierze Simona terroryzowali właścicieli lokali z Katowic, Będzina, Jaworzna, Zabrza, Gliwic czy Chorzowa. Na wymuszeniach się nie kończyło. Przejęcie bramki w dyskotece równało się także z monopolem na  rozprowadzanie tam narkotyków. Policja wielokrotnie próbowała dopaść Simona na posiadaniu broni czy narkotyków, jednak zawsze udawało mu się wychodzić z opresji obronną ręką. W policji zaczęto podejrzewać, że mają w swoich szeregach kreta, który uprzedza gangstera o nalotach.

Padło na nadkomisarza Krzysztofa P., byłego naczelnika wydziału operacyjno-rozpoznawczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Policjantowi nigdy niczego nie udowodniono, lecz nie wypierał się on znajomości ze śląskim bossem. Ponadto po odejściu ze służby widywano go w luksusowych samochodach a jego partnerka zaczęła prowadzić modną dyskotekę w Katowicach.

Wokół Simona zaczęło się jednak robić coraz więcej szumu.W lipcu 1996 roku, z wyrzutni przeciwpancernej RPG ostrzelano budynek byłej mleczarni, w którym miała powstać największa dyskoteka w regonie.  Za akcję odpowiadał Adam M. ochroniarz lokalu zielone oczko. Po tych wydarzeniach ukrywał się przed policją przez 5 miesięcy.Jeden z restauratorów został też ostrzelany pod swoim blokiem, a za spust pociągnąć miał sam Zbigniew Sz. Wówczas kilku właścicieli  powiedziało „dość” i postanowiło pójść na policję.

Najodważniejszym poszkodowanym i najważniejszym świadkiem okazał się Leszek P. właściciel dyskoteki w Będzinie. Zeznał on przed sądem:

„1 lipca 1996 roku ponownie odwiedzili mnie w lokalu ochroniarze Simona – Diesel i Jerry wraz z jego synem Krystianem Sz. oraz dwoma mężczyznami. Siłą wciągnęli mnie na taras, Diesel i Jerry uderzyli mnie pięścią w twarz a gdy upadłem Krystian Sz. kopnął mnie dwa razy w brzuch. Później powiedział żebym nie podskakiwał  bo inaczej mnie odpali. Klika dni później spotkałem się  z Simonem osobiście. Powiedział,  że z powodu zaległości i tego że chodzę po mieście i rozpowiadam że jest gangsterem nakłada na mnie karę 20 tys. Zł.”

26 października 1996 roku wydano nakaz aresztowania Zbigniewa Sz. Późnym popołudniem pod restauracje „Zielone oczko” z piskiem opon podjechało kilka nieoznakowanych radiowozów. Do lokalu wpadli antyterroryści i policjanci z PZ.

Simon nie stawiał oporu, ze spokojem oprowadzał policjantów po lokalu. W piwnicy budynku znaleziono sejf, w którym znajdowało się 26 nabojów do sztucera, dokumenty oraz sfałszowane pieczątki urzędów skarbowych oraz imienne pieczątki urzędników.

Sajmon został tymczasowo aresztowany a wraz z nim najbliżsi ochroniarze –  Jarosław S., ps. „Jerry”, i Piotr G., ps. „Diesel”. Zarzuty postawiono także żonie Simona po znalezieniu u niej długopisu strzelającego ostrą amunicją. Obławę przetrwał jedynie jego syn Zbigniewa, Krystian Sz. ps. „Młody Simon”. Po nalocie policji uciekł za granicę.

Podejrzany o kierowanie grupą przestępczą, wymuszenia rozbójnicze i usiłowanie zabójstwa przesiedział w areszcie 2 lata. Zostałby tam dłużej, jednak jeden z sędziów spóźnił się z wnioskiem o przedłużenie aresztu. Dzięki temu punktualnie o 24.00,  30.10.1998 roku Zbigniew Sz. opuścił mury aresztu. W zielonym oplu omedze czekał na niego mecenas Henryk Wcisło, ochroniarz oraz około 20 dziennikarzy. Gangster zbył reporterów po czym odjechał z piskiem opon.

Były to jednak ostatnie miesiące życia katowickiego bossa.

5 marca 1999 roku, późnym wieczorem ktoś zadzwonił na jego komórkę. Przebywający w Zielonym Oczku Zbigniew Sz. oświadczył, że musi się z kimś spotkać. Wyszedł przed lokal i wsiadł do zaparkowanego tam Audii A6, wraz z nim do samochodu udał się Jarosław S. Jerry.

Mężczyźni nie zdążyli odjechać. Z ciemności wyłoniła się postać z wycelowanym pistoletem. Napastnik oddał strzały przez szybę w kierunku Simona, a jedna z kul przeszyła jego ciało w okolicy serca. Zbigniew Sz. w stanie śmierci klinicznej został przewieziony do szpitala.W pobliżu jego sali operacyjnej i na parkingu szpitala bez przerwy czuwali jego ludzie, czekając  aż szef wybudzi się ze śpiączki.

Rana okazała się jednak na tyle poważna że mężczyzna  zmarł w klinice w Ochojcu, 8 marca 1999 roku. 11 marca przed godziną 10 pod kościół na Brynowie zaczęły zjeżdżać eleganckie limuzyny, mające rejestracje z całej Polski a także z Niemiec.

Podczas mszy ksiądz wygłosił kazanie :

„Tak jak arcybiskup w swoim liście wielkopostnym apeluję do wszystkich ludzi uwikłanych w struktury zła: członków gangów, gwałcicieli, handlarzy narkotyków. Przestańcie czynić zło. Pojednajcie się z Bogiem i bliźnimi”. Mężczyznom w skórzanych kurtkach i drogich garniturach ewidentnie nie podobały się te słowa.

Podczas uroczystości pogrzebowych na cmentarzu w Szopienicach brało udział około 200 osób. Wszyscy byli bacznie obserwowani przez 20 policyjnych tajniaków, którzy mieli przede wszystkim nadzieje, że pojawi się tam poszukiwany listem gończym syn Simona – Krystian. Po wszystkim goście udali się do Zielonego Oczka, przed którym od kilku dni płonęły już znicze.

Sprawca zamachu na katowickiego bossa nie został ustalony do dnia dzisiejszego. Organy ściganie brały pod uwagę kilka możliwości. Według jednej z nich zabójcą mógł być dłużnik Simona, który chciał  raz na zawsze pozbyć się kłopotu. Inna wersja zakładała, że za śmiercią gangstera mogła stać grupa ‘Krakowiaka’, najsilniejszy gang w tej części Polski.

Trzecia teza zakładała, że  motywem zabójstwa Sajmona mogła być zemsta Ryszarda Boguckiego, późniejszego, zabójcy Pershinga.  Jakiś czas wcześniej Bogucki porwał śląskiego gangstera o pseudonimie Aksamitny i wziął za niego kilka tysięcy dolarów okupu. Aksamitny zaś poskarżył się Sajmonowi .Ten z kolei dla ukarania Boguckiego kazał przy świadkach zbić go paskiem na gołe pośladki. Spekulowano, że zamach pod Zielonym Oczkiem był właśnie zemstą za upokorzenie przestępcy.

Żadna z tych wersji nie została jednak potwierdzona.