Andrzej K.”Pershing”

Andrzej K.”Pershing”

Andrzej K. „Pershing”

Urodzony w 1954 roku w Ołtarzewie. W młodości trenował zapasy oraz grał w lokalnej drużynie piłki nożnej. Po ukończeniu szkoły zawodowej zatrudnił się jako pracownik fizyczny w miejscowej fabryce kabli oraz jako kierowca. Od 1983 roku oficjalnie nie pracował. Na procesie zeznał:
– „Żyję z oszczędności, zawsze mam jakieś pół miliarda na czarną godzinę” .
Po zgromadzeniu pierwszego większego majątku przeprowadził się do 400 metrowej willi z basenem i kortem tenisowym w Ożarowie mazowieckim. Pierwsze duże zyski przyniósł mu otworzony przez niego jeszcze w latach osiemdziesiątych „dom gry”. Pershing od zawsze namiętnie uprawiał hazard oraz obstawiał wyścigi konne. Swój przydomek zyskał właśnie dzięki intensywnej grze w ruletę uprawianej na przemian z obstawianiem wyścigów na Służewcu. Grał wysoko, szybko, ofensywnie, często zmieniał miejsce gry. Po zarobieniu pierwszych poważnych pieniędzy i zdobyciu szacunku w świecie przestępczym stanął na czele tak zwanej grupy ożarowskiej, która to z kolei została wciągnięta w strukturę gangu pruszkowskiego.
Działając w grupie dzięki swojej przedsiębiorczości, obrotności i charyzmie stworzył własną, doskonale działająca strukturę. Przy boku zawsze do dyspozycji miał takie postaci jak „Masa”, „Bedzio” czy „Bolo z Grodziska” oraz podległych im ludzi, w sumie kilkaset osób.




Na życie Andrzeja K. przeprowadzono trzy nieudane zamachy – dwa bombowe oraz jeden, w którym ranny został Andrzej F. „Florek” ochroniarz i kierowca Pershinga.
Do napadu doszło w 1994 roku w Ożarowie Mazowieckim pod domem K. Około godziny 20, kiedy „Florek” zbliżał się do zaparkowanego na podjeździe Mercedesa, nadjechało pięciu gangsterów z grupy wołomińskiej.”Florek” fizycznie przypominający K. został zaatakowany przez pomyłkę. W stronę auta padło pięć strzałów z czego trzy z nich trafiły kierowcę w rękę i klatkę piersiową.
Do auta, w którym znajdował się Andrzej F. gangsterzy wrzucili również granat, który nie eksplodował. Gdy napastnicy uciekli na miejscu pojawili się Masa oraz Wojciech K. którzy wyciągnęli rannego z samochodu i przewieźli go do szpitala. „Florek” mimo ciężkich ran przeżył zamach. Do dziś jednak nosi w sobie kule z tamtego zamachu.

Sam Pershing nie obawiał się przesadnie o swoje życie. Śmiertelnie poważnie traktował słowa jasnowidza Jackowskiego który przepowiedział mu iż umrze śmiercią naturalna w podeszłym wieku. Liczne nieudane zamachy na jego życie tylko utwierdzały go w tym przekonaniu.
Pershing kochał życie, lubił się bawić i wydawać pieniądze. Na imprezach pokazywał się w otoczeniu pięknych kobiet. Regularnie pojawiał się w kasynie hotelu Mariott, i na torze wyścigów konnych na Służewcu. Był również stałym bywalcem nocnego klubu w warszawskim Hotelu Polonia.

W 1998 roku Kolikowski po czterech latach pobytu za kratami, za paserstwo i próbę wyłudzenia opuścił warszawskie więzienie. Mniej więcej w tym momencie w grupie pruszkowskiej zaczęły się poważne nieporozumienia, zawiść, wewnętrzna konkurencja.
Pranie pieniędzy i prędkość ich inwestowania w legalne przedsięwzięcia nie podobała się starym pruszkowskim, od których Andrzej chciał się uniezależnić. Przedsiębiorczość Pershinga i jego rosnący majątek zaczęły im przeszkadzać. Jego pozycja zagrażała ich interesom.




5 grudnia 1999 roku Pershing prawie do zmroku jeździł na nartach na Polanie Szymoszkowej blisko hotelu Kasprowy. Kiedy około godziny 16.00 zjechał ze stoku aby spakować narty do samochodu, nadjechało ciemnozielone Audi z którego wyszedł mężczyzna i oddał w kierunku gangstera kilka strzałów w głowę i pierś. Mimo szybkiego przyjazdu karetki mężczyzny nie udało się uratować.
Andrzej K. zginął z rąk Ryszarda Boguckiego działającego według prokuratury na zlecenie Mirosława D. pseudonim „Malizna”. Bogucki obecnie odsiaduje karę 25 lat pozbawienia wolności, D. został skazany na 10 lat. To wydarzenie stało się początkiem końca wielkiej mafii pruszkowskiej. Podopieczny Pershinga Jarosław S. „Masa” będąc kolejnym po K. do „odstrzału”, postanowił ratować swoje życie i w 2000 roku został świadkiem koronnym. Jego wiedza pozwoliła rozbić struktury największych gangów w Polsce a ich liderów posłać za kratki.
„Pershing” nazywany przez media „gangsterem nr.1” mimo bycia bezwzględnym przestępcą uważany był za człowieka do bólu charakternego i hojnego. Utrzymywał bliskie kontakty z ministrem sportu Jackiem Dębskim i byłym wicepremierem Ireneuszem Sekułą (obaj dziś nie żyją).Przyjaźnił się także z współzałożycielem spółki Art. – B Bogusławem Bagsikiem i bokserem Andrzejem Gołotą.