Janusz T. „Krakowiak”

Janusz T. „Krakowiak”

Przestępczość zorganizowana na Śląsku, przed 1989 rokiem praktycznie nie istniała. W milicyjnych kartotekach przewijały się oczywiście grupki włamywaczy czy złodziei samochodów, jednak nie były to poważne gangi. Działali tu również producenci polskiej heroiny tzw. Kompotu, stręczyciele i cinkciarze. Polska jednak ówcześnie była państwem policyjnym, które szybko eliminowało przestępczość tego typu. Wszystko zmieniło się w 1990 roku. Ustrojowe zmiany rozluźniły i osłabiły policyjne struktury, a otwarcie granic dolało oliwy do ognia, ułatwiając działania przestępcom.

 

Janusz T. zanim stał się słynnym „Krakowiakiem”, spędził swoją młodość na krakowskiej Nowej Hucie.Tam też pod koniec lat ’70 zaczął dokonywać pierwszych przestępstw. Wraz z grupą znajomych napadł na pijanych mężczyzn wracających z krakowskich restauracji. Ofiarom kradziono portfele, zegarki czy ślubne obrączki. Janusz który trenował wówczas judo, nosił w tamtym czasie pseudonim Dusiciel.

W latach ’80 zajął się handlem walutą i alkoholem, działając pod kantorami i hotelami.Mimo wyroków za pobicia, nie trafił za kraty. Wraz z końcem lat ’80 przeprowadził się do Katowic, a właściwie do Będzina gdzie zamieszkał w domu przy ul. Baczyńskiego. Mimo bogatej już kartoteki nie wzbudzał podejrzeń sąsiadów. Zastawiało ich jedynie w jaki sposób przyjezdny dorobił się BMW 850 stojącego na podjeździe.

„Krakowiakiem”  – jak nazwano go od miejsca pochodzenia, interesował się już jednak UOP. Wiadomo było też o jego znajomości z Nikodemem Skotarczakiem, szefem mafii samochodowej z wybrzeża. W 1994 roku Janusz T. został aresztowany wraz z grupą mężczyzn w tzw. „Dziupli” gdzie policja znalazła też kilkanaście kradzionych aut. Mężczyzna jednak bardzo szybko odzyskał wolność. Po tych wydarzeniach zarejestrował się jako taksówkarz. Nie widywano go jednak na postojach, był za to częstym gościem w katowickich kasynach.

Grupa, na czele której stanął Janusz T. rozrastała się w tamtym czasie do potężnych rozmiarów i kontrolowała całą południową Polskę – od Wrocławia po Przemyśl. Mówiono nawet o 200 członkach jego gangu.Grupa zajmowała się wymuszaniem haraczy, napadami rabunkowymi, przerzutem kradzionych aut na wschód, handlem narkotykami i bronią, fałszowaniem pieniędzy i dokumentów. Gang posiadał też własnego skarbnika oraz egzekutora, którym był Zdzisław Ł. „Zdzicho”. Z organizacją Krakowiaka współpracowały miedzy innymi gangi „Pyzy” z Krakowa czy „Sandokana” działającego na terenie Gliwic i Zabrza.

W późniejszym czasie Janusz T. zaczął organizować swój gang na wzór mafii sycylijskiej.Dzielił grupę na różne sektory a podwładnym kazał całować się w pierścień. Stworzył także, swego rodzaju fundusz bezpieczeństwa przeznaczony dla rodzin aresztowanych gangsterów. Krakowiak planował również utworzyć własna agenturę w sądownictwie czy prokuraturze, sponsorując młodym ludziom odpowiednie studia.Często zostawał też ojcem chrzestnym dzieci swoich kompanów.

Słynnego gangstera zatrzymano po raz kolejny 1997 roku w hotelu Katowice. Areszt jednak opuścił już po dwóch tygodniach i na zebraniu szefostwa grupy,  wydał wyrok na przesłuchujących go prokuratora i oficera policji.Po kolejnym aresztowaniu, nie wymknął już się z rąk organów ścigania. Podczas przeprowadzonej akcji policji w styczniu 1999 roku aresztowano Janusza T. oraz jego 17 najbliższych współpracowników.

Akt oskarżenia liczył ponad 300 stron i zawierał 56 zarzutów. Mężczyzn podejrzewano min. o zabójstwo małżeństwa w 1994 roku do którego doszło w Sosnowcu pod prowadzonym przez parę kantorem. Napastnicy zrabowali wówczas torbę z miliardem starych złotych. Do kolejnego napadu bandytów na kantor miało dojść w Opolu, tam zginęła młoda kobieta Kinga S.

Następną zbrodnią jakiej miał dopuścić się gang było zabójstwo Andrzeja Firsta mistrza polski w Kick boxingu. Do wydarzeń doszło w Krakowie kiedy to First wracał z lokalu w którym pracował jako ochroniarz. Został on napadnięty przez grupę mężczyzn i zakłuty nożem. Śmierć mężczyzny miała być spowodowana wewnętrznymi porachunkami w gangu.

Kolejne głośne zabójstwo z rąk ludzi Krakowiaka miało miejsce w Szczecinie.Tam na ul Malczewskiego w 1996 roku zastrzelono Wiktora Fiszmana – rezydenta białoruskiej mafii, zajmującego się w Polsce handlem narkotykami i kradzionymi samochodami. Szczegóły tego wydarzenia przedstawiliśmy w odcinku Szczecińska mafia cz. II.

Pozostałe zarzuty stawiane gangowi to wymuszanie haraczy od restauratorów w południowej Polsce, handel narkotykami i kradzionymi samochodami oraz liczne napady rabunkowe. Proces gangu rozpoczął się w Katowicach w lutym 2001 roku, w specjalnie przygotowanym budynku.

Przed rozpoczęciem sprawy policjanci przećwiczyli wszelkie scenariusze jakie mogły sprawdzić się podczas przyjazdu 38 oskarżonych. Terenu sądu strzegło kilkudziesięciu policjantów a na dachu budynku w pogotowiu czekali snajperzy. Po przejściu szczegółowej kontroli, gangsterzy zasiedli na ławie oskarżonych, oddzieleni pancerną szybą.

Nie wszyscy jednak weszli na salę rozpraw dobrowolnie. Siłą został do niej doprowadzony właśnie Krakowiak. Skuty kajdankami szarpał się z policjantami obrażając wszystkich wokół.Gdy w końcu znalazł się w pomieszczeniu zaczął wykrzykiwać :

„Jestem Krakowiak, człowiek z miasta supermorderca i poślę was wszystkich do piachu!”

Zapytany przez sąd o to z jakiego aresztu przyjechał, zaczął śpiewać utwór „Kawiarenki” Gdy usunięto go z sali, na zapleczu sądu rozebrał się do naga.Koledzy którzy obserwowali ten spektakl nie kryli zdziwienia. Zdzisław Ł. Zdzicho ukrył twarz w dłoniach, zaś Marek M. Oczko – boss ze szczecina patrzył na wszystko z otwartymi ustami. Inny z oskarżonych poprosił zaś aby nie konwojować go więcej z Krakowiakiem.

Janusz T. wrócił do swojej jednoosobowej celi, do której trafił po tym jak jeden ze współosadzonych rozbił mu głowę taboretem.  Podobno denerwował wszystkich odczytując na głos swój akt oskarżenia. Po wydarzeniach w sądzie, Krakowiaka wysłano go na badania psychiatryczne, które wykazały że jest zdrowy.

Kolejna rozprawa odbyła się w lipcu 2001 roku. Kilku gangsterów postanowiło pójść na współpracę z prokuraturą. Dwóch zostało świadkami koronnymi. Byli to Wiesław C. ps. „Kastor” – przyjaciel Krakowiaka oraz Dariusz J. jego osobisty ochroniarz.

Podczas rozprawy, Krakowiak został zapytany przez prokuratora:

– Panie T., w trakcie postępowania powiedział pan, że całą prawdę wyjawi przed sądem. To jaka jest ta prawda?

– Całe śledztwo przeciwko mnie to manipulacja. Taka jest prawda. Policja najpierw mi groziła, a potem obiecywała, że jak obciążę kolegów, to dostanę kasę i wyjadę do Finlandii. A prokurator robił mi kawę i częstował papieroskami – odparł gangster.

Przeciwko Krakowiakowi toczyło się kilka odrębnych procesów. W każdym z nich oskarżony był o ciężkie przestępstwa. W 2006 roku postanowił zmienić linie obrony. Przekonywał wszystkich o swoim nawróceniu.      Na rozprawy przyjeżdżał zawsze z pismem świętym.

– Jestem synem bożym, spowiadałem się i przystąpiłem do komunii. Kłamał nie będę – zapewniał przed sądem.

Zaczął tez obciążać zeznaniami swoich kompanów. Podawał informację skąd brali broń, kto kogo zabił, jak dzielono pieniądze i jakie plany miał gang. O większość rzeczy oskarżał Zdzisława Ł.

– To szatan wcielony – mówił podczas rozprawy.

Strażnicy aresztu w Zabrzu skarżyli się również, że nie mają z nim kontaktu i odbywa on wielogodzinne, głośne modlitwy w celi.

Od 2006 roku „Krakowiak” w swojej sprawie usłyszał wiele wyroków w wielu procesach. Niektóre z nich ogłaszano a następnie wycofywano.

Finalnie w październiku 2016 roku otrzymał wyrok 25 lat pozbawienia wolności z możliwością warunkowego zwolnienia dopiero po 20 latach . Również na 25 lat sąd skazał Marka M. „Oczko”, który zlecił Krakowiakowi zabójstwo Wiktora Fiszmana. Za wykonanie tego wyroku i kolejne zabójstwo, cyngiel Krakowiaka, Zdzisław Ł.  dostał  wyrok dożywocia. Ten o warunkowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się dopiero po 30 latach. Wyroki są nieprawomocne.