Rafał Ch. „Czarny”

Rafał Ch. „Czarny”

Rafał Ch., ps. Czarny urodził się w 1972 r. w Szczecinie. Po raz pierwszy został skazany już w wieku 18 lat – za usiłowanie zabójstwa i groźby karalne. Zaatakował ochroniarzy stojących na bramce w jednym ze szczecińskich klubów, do którego przyszedł wraz ze znajomymi na koncert zespołu rockowego. Bramkarze nie chcieli ich wpuścić, uznając, że należą do grupy nieformalnych skinów. W wyniku szarpaniny Rafał Ch. ugodził ochroniarza nożem, a pozostałym groził pozbawieniem życia.

Jednym z pokrzywdzonych okazał się Dariusz S., szczeciński kick bokser, powiązany później z grupą przestępczą Leszka K., ps. Kasza, konkurującą w latach 90. z gangiem Oczki. Podczas procesu Czarny konsekwentnie utrzymywał, że działał w samoobronie. Wyjaśnił, że ochroniarze zachowywali się agresywnie i zaatakowali nie tylko jego, ale także towarzyszącą mu wtedy dziewczynę, a późniejszą żonę, Dorotę. Sąd nie dał mu wiary i skazał go na karę 6 lat pozbawienia wolności. Czarnemu udało się jednak wyjść na warunkowe przedterminowe zwolnienie już po odsiedzeniu 2,5.

Po wyjściu z więzienia pod koniec listopada 1992 r. Rafał Ch. zaczął handlować narkotykami. Szybko przyłączył się również do grupy Marka M. ps. Oczko, uchodzącego później za rezydenta mafii pruszkowskiej w Szczecinie. Zapytany w jednym z wywiadów przez dziennikarkę śledczą Ewę Ornacką o początki jego współpracy z Oczką, Czarny powiedział: „Kiedy odbyłem pierwszy wyrok, wyszedłem na warunkowe zwolnienie. No, po prostu szukałem jakiegoś zarobku i trafiłem na gościa, który handlował narkotykami. Ale że uważałem go za idiotę, to się pozbyłem go tak delikatnie, bez przemocy, przejąłem jego towar i zacząłem handlować. Tak to się rozwinęło. Moja ekipa nie była ekipą siłaczy, kulturystów, to byli ludzie, którzy przynosili dochód. Wiadomo: w tym środowisku ludzie się łączą. Ja też chciałem się przyłączyć do jakiejś mocnej ekipy. Z czasem zaproponowano mi wejście do ekipy Marka. Zgodziłem się, bo dla faceta, który miał wtedy 22 lata, to tak, jakby złapać Pana Boga za nogi”.

Rafał Ch. bardzo szybko zrobił karierę jako organizator czarnego rynku narkotyków w Szczecinie. Mówi się, że zmonopolizował rynek głównie dzięki swojemu sprytowi i bezwzględności. Nikt w mieście nie mógł sprzedawać amfetaminy bez jego zgody.

Gangsterska kariera Czarnego nie trwała jednak długo. 11 kwietnia 1996 r., jako niespełna 24-latek, został aresztowany w nocy, w centrum Szczecina, gdy wysiadał ze swojego luksusowego BMW. Jego zatrzymanie było efektem pracy szczecińskich mundurowych, którzy rozpracowywali go już od wielu miesięcy. Kiedy jeden z policjantów przyłożył mu karabin do pleców, Czarny bez słowa padł na ziemię i pozwolił zakuć się w kajdanki. W chwili zatrzymania był sam i bez broni. W mieszkaniach, w których się ukrywał, policjanci znaleźli 5 pistoletów, 500 porcji amfetaminy, kilkaset porcji LSD i haszysz, a także amerykańską kamizelkę kuloodporną najnowszej generacji.

W kwietniu 1997 r., czyli rok po zatrzymaniu Rafała Ch., przed szczecińskim sądem rozpoczął się jego proces. Czarny został oskarżony między innymi o założenie i kierowanie grupą przestępczą mającą na celu dystrybucję narkotyków, wprowadzenie do obrotu znacznej ilości amfetaminy, marihuany, haszyszu, tabletek ekstazy oraz LSD. Prokurator zarzucił mu również zmuszanie innych osób do zbywania środków odurzających, a także eliminację konkurencji poprzez używanie przemocy oraz grożenie pozbawieniem życia i okaleczeniem. Co ciekawe, oskarżycielem publicznym w procesie Czarnego był Robert Śledziński, który kilka lat później, razem z prokurator Zapaśnik, doprowadził do skazania grupy Marka M. ps. Oczko.

O tym, jaki strach Rafał Ch. wzbudzał w innych, świadczy fakt, że niektórzy wezwani do sądu świadkowie woleli uciec za granicę, niż zeznawać przeciwko Czarnemu. Inni natomiast, mimo iż stawiali się przed sądem, odwoływali swoje zeznania, twierdząc, że do ich złożenia byli zmuszani przez policję.

Jedną z niewielu osób, które konsekwentnie podtrzymywały swoje zeznania, był Artur Ż., handlarz amfetaminą. Kiedy Rafał Ch. spotkał go w salonie gier, udawał, że chce kupić od niego narkotyki. Po otrzymaniu dwóch porcji, rozsypał je na podłodze, po czym zaczął szarpać pokrzywdzonego za odzież i dusić. Groził mu również przestrzeleniem kolan w wypadku, gdyby Ż. nie zaprzestał handlu amfetaminą. Przed sądem pokrzywdzony zeznał: „Złapał mnie za gardło i podniósł do góry. Dusiłem się. Wysapałem, czy chce mnie udusić, a on odpowiedział, że chętnie by to zrobił. Później wpychał mi palce w oczy. Pytałem, czy chce mi je wydłubać, a on odparł, że jedno chętnie by wydłubał. Kopał mnie w krocze, aż straciłem świadomość”.

Kolejnym świadkiem zeznającym przeciwko Czarnemu był Artur R., ps. Tuła, członek grupy Oczki, a także późniejszy oskarżony i mały świadek koronny w procesie szczecińskiego bossa. Tuła utrzymywał, iż był jedynie ochroniarzem Rafała Ch., a o handlu narkotykami nic nie wiedział. Sąd uznał jednak jego zeznania za niewiarygodne i zdecydował się ich nie uwzględnić.

Współoskarżonym w procesie Czarnego był między innymi Paweł Cz., ps. Piguła, obecnie gitarzysta w jednym ze szczecińskich zespołów punk rockowych. Rafał Ch. miał do niego żal, że obciążył go na sprawie, mimo iż wysyłał mu pieniądze i pomagał jego rodzinie, kiedy ten siedział w areszcie.

Jeszcze większe pretensje Czarny miał jednak do Marka M. ps. Oczko, dla którego do niedawna był w stanie zrobić niemal wszystko. Nie rozumiał, jak jego boss mógł pozwolić, by inni świadkowie bezkarnie przeciw niemu zeznawali, gdy ten lojalnie milczał. Mimo iż przez ponad rok nie wydał nikogo z grupy, nie otrzymał żadnej pomocy – nie wynajęto mu adwokata, nie otoczono opieką jego rodziny, ani nie wysłano do aresztu żadnej paczki. Czarny poczuł się opuszczony przez Oczkę i jego zastępców, w tym Sylwestra O. ps. Sylwek. Jak twierdzi, został również przez nich oszukany i okradziony. Po latach Czarny wspomina: „Kiedy siedziałem w areszcie, wspomniany wcześniej Sylwek i jego ekipa odwiedzili gościa, który miał skitrane moje 150 tysięcy złotych. W grupie panowało przekonanie, że nigdy się nie rozpruję, więc można ze mną zrobić wszystko. Na przykład zabrać mój hajs. Facet, który go miał, powiedział Sylwkowi: „To jest własność Czarnego, nie moja. Nie mogę ci tego oddać”. A Sylwek na to: „Jak Czarny wyjdzie z puchy, to mu oddasz. A teraz, dawaj wszystko, co masz”.

Kiedy Rafał Ch. dowiedział się, że został okradziony, zażądał od Oczki 500 tysięcy marek za milczenie. Ku jego zaskoczeniu, były szef., uchodzący w półświatku za charakternego gangstera, zdecydował się pójść na skargę na Komendę Wojewódzką Policji. Czarny przyznał, że w tym momencie stracił do Marka M. resztki szacunku i postanowił pogrążyć szczecińskiego bossa oraz jego ludzi. Powiedział: „Poczułem, że chcę tylko jednego: żeby bossowie, którzy okazali się zwykłymi, wystraszonymi, drobnymi kryminalistami, przeszli dokładnie to samo, przez co ja przeszedłem. Żeby cierpieli, jak ja cierpiałem. Poszedłem na zniszczenie. Nie obchodziło mnie, co o mnie będą myśleć. Interesowała mnie tylko zemsta. Kiedy zabierano mnie z mojej celi, a ja miałem przeczucie, że trafią do niej liderzy szczecińskiego półświatka, napisałem na ścianie „No i jak, frajerzy?”.

W maju 1997 r. Czarny napisał list do prokuratury, w którym wyraził chęć złożenia obciążających grupę Marka M. zeznań. Po ponad roku milczenia – na rozprawach w czerwcu i lipcu tego samego roku – zdecydował się również na złożenie przed sądem wyjaśnień w swojej sprawie. W mowie końcowej oświadczył: „Jestem przestępcą, ale wyrażam skruchę i staram się to udowodnić”. Dodał: „Tak, handlowałem narkotykami na skalę znacznie większą, niż zarzucił mi prokurator. Tak, byłem w gangu, ale nie ja ten gang stworzyłem i nie ja nim kierowałem”.

11 lipca 1997 r. Rafał Ch. został skazany na karę łączną 7 lat pozbawienia wolności za kierowanie grupą przestępczą oraz handel narkotykami. W uzasadnieniu wyroku sąd stwierdził, iż Czarny „dysponuje ponadprzeciętną inteligencją, jest zdecydowany, umie i nie waha się stosować gróźb, przemocy i gwałtu”. Doceniono jednak, iż w końcowym etapie postępowania wykazał wolę współpracy z organami ścigania, a jego postawa przyczyniła się do ujawnienia innych przestępstw oraz utorowała drogę do postawienia w stan oskarżenia osób z głębokiego podziemia przestępczego.

Aby poniżyć Rafała Ch., kiedy ten siedział w więzieniu, dawni kompani nadali mu pseudonim „Czarna Mamba”. W podkulturze więziennej używanie wobec osadzonego nazwy rodzaju żeńskiego uznawane jest za najwyższą zniewagę. O silnej psychice Czarnego świadczy fakt, iż przyjął on ten pseudonim i zaczął się nim posługiwać. Na jednej z rozpraw grupy Oczki w grudniu 2000 r. został odczytany przechwycony wcześniej list, w którym Czarny napisał do swoich byłych kompanów: „Niedługo wchłonie was czarna dziura, a czarna mamba i czarna wdowa są niczym przy czarnej kanalii, którą jestem”. Do dziś na forum internetowym jednej z gazet Rafał Ch. podpisuje się jako „czarna mamba”, komentując –  często ironicznie – doniesienia ze szczecińskiego półświatka.

Czarnego próbowano również zastraszyć. Któregoś razu zebrano ekipę i pojechano pod areszt, w którym przebywał. Wykrzykiwano w jego stronę obelgi i ogłoszono kapusiem, licząc na to, że współosadzeni uprzykrzą mu życie. Pod samochodem jego żony podłożono również prawie półkilogramową bombę, która tylko cudem nie wybuchła.

Czarny zeznawał jako świadek między innymi w sprawie Oczki i jego ludzi w procesie trwającym przed szczecińskim sądem od maja 1999 r. do grudnia 2000 r., a także w katowickim Sądzie Okręgowym w sprawie dotyczącej zlecenia przez Marka M. oraz Sylwestra O., ps. Sylwek zabójstwa rezydenta białoruskiej mafii w Szczecinie – Wiktora Fiszmana. W 2016 r. przed szczecińskim sądem Rafał Ch. obciążył również Oczkę oraz Marka D., ps. Duduś, zarzucając im pomocnictwo do zabójstwa jednego z ochroniarzy w poznańskiej agencji towarzyskiej El Chico, w 1995 r. Podczas spotkania w swoim mieszkaniu na szczecińskim Żelechowie, na którym podobno obecny był również Czarny, Duduś miał powiedzieć, że „opornych należy zlikwidować, bo na trupach lepiej się negocjuje”. Według sądu stanowiło to dowód tego, iż godził się na siłowe przejęcie poznańskiej agencji towarzyskiej. Czarny na rozprawie złośliwie dodał jednak, iż zarówno Oczko, jak i Duduś są na tyle nieudolni, że sami nie potrafiliby ukraść nawet Snickersa w Żabce, nie mówiąc już o pozbawieniu kogoś życia.

Od przeszło 20 lat Rafał Ch. konsekwentnie utrzymuje, iż zeznania składa głównie z chęci zemsty. Nigdy również nie ukrywał, że próbował wymusić na Oczce zapłatę 500 tysięcy marek za milczenie. Twierdzi, że w ten sposób wypowiedział wojnę ludziom, którzy go olali i okradli. Zarówno sami oskarżeni, jak i ich obrońcy wielokrotnie zarzucali Czarnemu, że jest nieobiektywny, a jego zeznania to zwykłe pomówienia. Na jednej z rozpraw Jacek P. ps. Ślepak wstał i oświadczył: „Wysoki Sądzie, ośmielam się nazwać świadka kanalią”. Sądy uznawały jednak, że Rafał Ch. jest wiarygodny, a osoby, które obciążał, skazywano na kary wieloletniego więzienia.

W styczniu 2015 r. o Czarnym znów zrobiło się głośno. Jedna z gazet doniosła, że został aresztowany w Norwegii w związku z handlem nielegalnym spirytusem sprowadzanym ze Szwecji. Nawet jeżeli była to prawda, już w tym samym roku można go było spotkać chodzącego swobodnie po szczecińskich ulicach.

Obecnie Czarny mieszka w Szczecinie, od wielu lat w tym samym miejscu. W Norwegii prowadzi legalną firmę zajmującą się przeprowadzkami. Jakiś czas temu zmienił imię i nazwisko.