Mafia w Trójmieście ( „Szwarceneger”, „Zachar”)

Mafia w Trójmieście ( „Szwarceneger”, „Zachar”)

Wiesław Kokłowski pochodził z Chełma Lubelskiego  W Trójmieście zaczął naukę w technikum mechanicznym, jednak chcąc zrobić szybką karierę i zarobić poważne pieniądze, związał się ze światem gangsterskim. W ten oto sposób stanął przy boku Nikodema Skotarczaka „Nikosia” zostając  jego ochroniarzem i prawą ręką.

 

Przy Skotarczaku Arnold mógł rozwinąć skrzydła w przestępczym półświatku. Kolegom imponował wzrostem i atletyczną  sylwetką, lubił gdy wołali na niego „Szwarceneger”. Wraz z Nikosiem kierował grupą, która przemycała kradzione samochody z Niemiec . Za granicą działał Skotarczak, w Polsce interes prowadził Arnold. Wyrastał na coraz ważniejszą postać trójmiejskiej mafii.

Praca dla bossa z Gdyni nie zaspokajała jednak jego ambicji. Kokłowski postanowił wejść w mało popularny jeszcze wtedy biznes narkotykowy. Usamodzielnił się również przy prowadzeniu działań związanych z kradzionymi samochodami. Jego pozycja w gangsterskiej hierarchii na wybrzeżu stawał się co raz wyższa.   Wtedy doszło do pierwszo zamachu na jego życie.

Miło to miejsce już w 1990 roku kiedy  „Szwarceneger” wyglądał z  okna swojego bloku. Ze stojącego pod budynkiem mercedesa znajomy Arnolda, Sławomir K.ps. „Kargul” oddał do niego serię z broni automatycznej.
Rannego w kręgosłup Kokłowskiego przywieziono do szpitala w Gdyni, jednak mimo ciężkiego postrzału uciekł z miasta w obawie iż egzekutor wróci aby dokończyć dzieło. Był już w tym czasie oskarżony o kradzieże samochodów, fałszowanie gotówki i rozboje.

Zamach przestraszył go na tyle że postanowił ukrywać się  w Zielonej górze. Nie robił jednak tego specjalnie dyskretnie, gdyż nie długo potem wdał się w brutalne porwanie biznesmena Janusza O.  i znów stał się celem dla organów ścigania.

 /wykop.pl

Postanowił wrócić do Trójmiasta i starych interesów. W marcu  ‘91 r. został zatrzymany  przez brygadę antyterrorystów, podczas akcji obok hotelu Mistral w Gdyni. Przy gangsterze znaleziono colta kaliber 9mm i amunicję.Dwa kolejne pistolety i prawie 150 sztuk amunicji znaleziono w jego aucie zaparkowanym w pobliżu. Kokłowski trafił do aresztu, jednak nieudolne śledztwo sprawiło, że wkrótce potem wyszedł za kaucją i wrócił do przestępczych interesów. Handlem narkotykami zajął się na tyle poważnie że mawiano  o nim ” król amfetaminy”.

„Szwarceneger” nie potrafił jednak działać dyskretnie. W lutym 1994 r w restauracji Bałtyk będąc pod wpływem alkoholu oddał 5 strzałów w kierunku 27-letniego Marka O. – człowieka „Nikosia”. Mimo ciężkiego postrzału mężczyzna przeżył a zeznania ofiary i świadków nocnej strzelaniny obciążyły Arnolda na tyle, że Prokuratora Rejonowa w Gdyni wydała za nim list gończy

Kokłowski uciekł do Włoch. Zastanawiano się czy bardziej się bał – policji, czy zemsty „Nikosia” za próbę zabójstwa jego człowieka. Włoska policja namierzyła i zatrzymała Arnolda  kilka miesięcy później kiedy to przyjechał swoim BMW na lotnisko w Mediolanie  aby odebrać kolegów z Trójmiasta. Zgubiła go pewność, że za granicą jest bezpieczny. Okazało się iż rozmowa telefoniczna w której gangsterzy umówili się na spotkanie we Włoszech została podsłuchana przez policje.  „Szwarceneger” znów trafił do aresztu.
Na szczęście dla Kokłowskiego upadł najcięższy zarzut oskarżenia. Wiesław K. nie mógł być w Polsce sądzony za usiłowanie zabójstwa Marka O., bo nie zgodziła się na to strona włoska, która na mocy Europejskiej Konwencji Ekstradycyjnej, miała takie prawo.

31 stycznia 1997 r. Sąd Wojewódzki w Gdańsku skazał go na 2,5 roku więzienia. Ukarano go za posiadanie broni, fałszywych dokumentów, nabycie kradzionego samochodu i podrobienie prawa jazdy. Na poczet kary zaliczono mu wcześniejszy pobyt w areszcie i włoskim więzieniu, więc niemal od razu znalazł się na wolności.

Były to jednak ostatnie miesiące jego życia. 5 maja 1997 r. Wiesław Kokłowski z narzeczoną i jej ojcem wyszli z mieszkania na Przymorzu przy ul. Piastowskiej. Kiedy Arnold zbliżał się do swojego auta, podbiegł do niego ubrany na czarno mężczyzna i z odległości około metra oddał serię strzałów z pistoletu automatycznego. Dwa trafiły go głowę, osiem w brzuch. Poważnie ranny zmarł w karetce reanimacyjnej. Zabójca spokojnie oddalił się do auta ukrytego za krzakami.

Według jednej z teorii za zabójstwem miał stać klub płatnych z zabójców na czele z „Zacharem” który rzekomo chciał przejąć interesy Kokłowskiego. Inna wersja zakładała że miały zrobić to młode wilki z trójmiasta, które nie mogły się doczekać na swoją kolej. Według innej, że stał za tym sam Nikoś który miał pozbyć się Arnolda gdyż ten stawał się zagrożeniem dla jego pozycji interesów. Żądana z wersji nie została potwierdzona.

Daniel Zacharzewski „Zachar”Po raz pierwszy trafi do kronik policyjnych 1985 roku, miał wtedy 18 lat.  Powodem zatrzymania Daniela i jego znajomych był próba ucieczki z Polski w kontenerze płynącym z Gdańska do Hamburga.
Po tym incydencie, do końca trwania komunistycznego ustroju był inwigilowany przez władze.U schyłku PRLU- zaczął handlować wódką pod delikatesami, pod kantorami pracował jako cinkciarz.

 

Miał za sobą krótki wyrok za przestępstwa samochodowe. Podobnie jak „Szwarceneger”, skrzydła w gangsterskim fachu rozwinął przy słynnym „Nikosiu” Został jego ochroniarzem i szefem jednej z grup przeznaczonych do zadań siłowych.
Nikosiowi podobało się, że „Zachar” był religijnym i charakternym chłopakiem wystrzegającym się narkotyków.

/PAP

Już w połowie lat ’90 jako dwudziestoparolatek zdobył poważanie w Trójmieście i mógł sobie na wiele pozwolić. Ludzie wiedzieli że „dużo może” i zaczęli do nie go przychodzić z różnymi problemami. Zazwyczaj chodziło zorganizowanie ochrony dla dyskoteki czy odzyskanie długu. Zachar pomagał ale brał procent od odzyskanej kwoty.
Gangster szacunek zdobył nie tylko wśród znajomych. Charakternością imponował nawet policjantom rozpracowującym jego grupę. Tak wypowiada się o nim jeden z nich:

„- Rasowy przestępca z niego był, w starym stylu, nie pękał. Człowiek przynajmniej wiedział, że ma przed sobą przeciwnika a nie męską dziwkę, która nie wiadomo jak się jutro zachowa. Prawda o tym całym środowisku przestępczym w Trójmieście jest taka, że w większości to są ludzie bez charakteru. I bez mózgu. Wśród młodych chłopaków z osiedla udają nie wiadomo kogo, ale potem sami potrafią przyjść na komendę i skamleć: „Bo ja bym chciał wam pomagać”

Kiedy w drugiej połowie lat ’90 przy zachodniej granicy Polski wybuchła wojna o wpływy z przemytu spirytusu „Nikoś” opowiedział się po stronie Lelka wałczącego z „Carringtonem”. Wojna gangów przyniosła wielu zabitych i rannych. Skotarczak wspierał Lelka wysyłając swoich ludzi pod granicę. Był wśród nich „Zachar”, który brał czynny udział w gangsterskich porachunkach.

Powodów dla których zabito „Nikosia” mogło być właśnie uwikłanie się w krwawe porachunki przemytników. Kiedy w 1998 roku zastrzelono Skotarczaka, wszyscy zgodnie twierdzili że rządy na wybrzeży przejmie nikt inny jak tylko „Zachar”. Jednak w kilka miesięcy po pochowaniu „Nikosia”, policja zatrzymała „Zachara” pod zarzutem zlecenia dwóch zabójstw i kierowanie gangiem.
Przypisano mu także udział w tzw. klubie płatnych zabójców – Grupie gdańskich bandytów podejrzewanych o kilka morderstw, podkładanie bomb i uprowadzenia. To właśnie oni mieli stać za zabójstwem Wiesława Kokłowskiego „Szwarcenegera”

Kiedy Zachar przebywał w areszcie, w trójmiejskim półświatku wiele się zmieniło. Dyskoteki i agencje towarzyskie zaczął kontrolować gang Olgierda L. Gdy Zacharzewski odzyskał wolność, ostrzegano go przed atakiem ze strony konkurencji.

15 lipca 2009 roku Zachar wraz z kompanami udał się na rozmowę z konkurencyjnym gangiem. Negocjacje miały dotyczyć przejęcia bramki w jednym z lokali. „Zachar” nie był przygotowany na walkę, jego kompani przyjechali bez broni.

Konkurencyjna grupa czyli gang Olgierda L. do restauracji Concordia w Gdańsku – oliwie przyjechał uzbrojony w pałki, maczety i noże. W pewnym momencie między mężczyznami wywiązała się kłótnia w wyniku której gangsterzy wyjęli broń.

Gdy w stronę ludzi Zachara rzucono ławkę, jego kompani uciekli. Został przy nim tylko jeden człowiek a on sam został zaatakowany przez napastników ostrymi narzędziami.
Otrzymał liczne ciosy nożem w brzuch, głowę i plecy. Wykrwawił się na chodniku.
Mimo udziału w zajściu kilkunastu osób, bezpośrednie pozbawienie życia przypisano Sylwestrowi S. dla reszty gangu sąd był łagodny, otrzymali symboliczne wyroki.