Gangsterzy Lublina („Ciolo”, „Pierzo”, „Zwierz”)

Gangsterzy Lublina („Ciolo”, „Pierzo”, „Zwierz”)

Fot. „Ciolo”/PAP

Andrzej P. ps. „Pierzo”był jednym z najsłynniejszych lubelskich gangsterów. Już w 1991 roku – jako niespełna 18-latek – zastrzelił na os. Piastowskim w Lublinie 24-letniego Adama W. Motyw zabójstwa okazał się banalny. „Pierzo” podejrzewał, że znajomy ofiary porysował jego samochód – białe BMW. Adam W. zginął, bo stanął w obronie kolegi podczas szarpaniny, do jakiej doszło na lubelskim osiedlu.

 

Po akcji na os. Piastowskim Andrzej P. przez miesiąc ukrywał się przed organami ścigania. Został zatrzymany przez Policję  w mieszkaniu kolegi. Skazano go wówczas na dziesięć lat pozbawienia wolności, jednak dzięki częstym przepustkom odsiedział tylko cztery i pół. Jak się prędko okazało, w jego przypadku resocjalizacja nie przyniosła wymiernych skutków. Po odzyskaniu wolności „Pierzo” wrócił do przestępczego procederu i razem z kompanami zaczął wyłudzać kredyty bankowe oraz towary na tzw. „firmy-słupy”. Szybko zdobył też mir wśród lokalnych przestępców i z czasem stanął na czele gangu z lubelskiego LSM-u, grupy powiązanej z osławionym gangiem pruszkowskim.

Banda, którą dowodził „Pierzo”, walczyła o wpływy w Lublinie z gangiem ze Starego Miasta. Śmiertelnym wrogiem Andrzeja P. był Andrzej Z. ps. „Zwierz”. To właśnie on miał odpowiadać za zamach na „Pierza” w marcu 1998r . kiedy to podłożono granat pod jego Mercedesem. Gangstera jednak ostrzeżono o podejrzanym ładunku znajdującym się przy rurze wydechowej. Mówi się, że wystraszony „Pierzo” uciekł z auta, zostawiając w nim swoje dziecko.

Andrzej P. nie pozostawał jednak dłużny. Chociaż podejrzewano go o liczne zamachy na konkurentów, nie wszystkie zbrodnie udało mu się udowodnić. W 2005 roku Sąd Okręgowy w Lublinie nie znalazł wystarczających dowodów na to, by przypisać mu sprawstwo zbrodni z lipca 1998 roku. Sprawa dotyczyła strzelaniny w Ciecierzynie, gdzie pod jednym z dużych magazynów spotkali się członkowie wrogich gangów. Doszło do walki, podczas której „Pierzo” miał wydać Ukraińcowi Albertowi P. ps „Alik” polecenie zabicia jednego z gangsterów. Płatny zabójca bez wahania wykonał rozkaz Andrzeja P. – wyjął broń i zastrzelił mężczyznę.

Fot. Lublin lata’90/Wojciech Jargiło/GW

Nie udowodniono mu także podżegania do innego zabójstwa. W 2000 roku „Pierzo” miał bowiem zlecić zamach na członka konkurencyjnego gangu Krzysztofa B. ps. ,,Krzywy”. Kiler – Robert R. ps. „Pepe” – za wykonanie zadania miał otrzymać 20 tys. zł. Ofiara została ciężko pobita i trafiła do szpitala w Lubartowie. To właśnie tam płatny zabójca planował dokończyć egzekucję,  jednak „Krzywy” kilka godzin wcześniej zamienił się łóżkami z innym pacjentem. Morderca wymierzył już nawet pistolet w stronę łóżka, jednak widząc przykrytego kocem przypadkowego chorego, nie strzelił i uciekł ze szpitala.

Prokuraturze udało się natomiast udowodnić „Pierzowi” szereg innych przestępstw, w tym m.in. zlecenie zabójstwa członka konkurencyjnego gangu ze Starego Miasta. Do zamachu doszło w 2000 roku w jednym z lubelskich restauracji. Do Roberta Ł. ps. „Zyzio” Piotr R. „Pepe” oddał 5 strzałów przez szybę lokalu. Mimo ciężkich obrażeń, mężczyznę udało się jednak uratować. Za zlecenie tego zamachu „Pierzo” został skazany na 13 lat pozbawienia wolności. Prokuratorzy mający na co dzień co czynienia z Andrzejem P. opisywali go jako osobę brutalną i bezwzględną, która w bezkompromisowy sposób walczyła o wpływy i zyski z nielegalnych interesów z członkami konkurencyjnych gangów.

Warto również wspomnieć, że „Perzo” – wzorem śląskiego bossa o pseudonimie „Krakowiak” – próbował przed sądem symulować chorobę psychiczną. Podczas rozprawy w grudniu 2005 roku gangster zaczął nagle zachowywać  się jak osoba niespełna rozumu, wykrzykując niezwiązane ze sprawą hasła, na przemian ze śpiewaniem piosenek. Mimo to biegli orzekli, że jest on osobą poczytalną. Po uchyleniu wyroku przez Sąd Najwyższy, w marcu 2009 r. Sąd Apelacyjny w Lublinie skazał go na dziewięć lat więzienia, a następnie połączył tę karę z innymi, wydanymi wcześniej wyrokami, i wymierzył mu 14 lat pozbawienia wolności.  Andrzej P. odsiaduje obecnie wyrok w Lublinie, a mury więzienia opuścić ma dopiero w 2024 roku.

***************************************************************************************************************************

O Robercie K. ps. „Ciolo”, latach ’90 prasa pisała o nim: bezwzględny bandyta, bestia gotowa na wszystko, numer jeden na liście najbardziej poszukiwanych przestępców. Policja uważała go za najgroźniejszego polskiego przestępcę.

Robert K. dzieciństwo spędził na lubelskich Bronowicach. Szybko jednak dał się poznać Policji jako sprawca drobnych przestępstw. Wkrótce zdobył szacunek w przestępczym podziemiu Lubelszczyzny i już na początku lat 90. skupił wokół siebie grupę gotowych na wszystko desperatów, z którymi zaczął dokonywać napadów.

Związany był z gangiem „Stare Miasto” – grupą terroryzującą Lublin, która specjalizowała się w sprzedaży narkotyków, wymuszeniach i napadach.„Ciolo”, po dokonaniu szeregu poważniejszych przestępstw, w celu ukrycia się przed Policją wyjechał ze swoimi wspólnikami do Niemiec. W latach 1992 – 1993 bandyci z Lublina dokonali za granicą wielu napadów, przede wszystkim na numizmatyków i kolekcjonerów antyków. Gdy napadnięci nie chcieli oddać precjozów, byli torturowani i mordowani.

Fot. „Ciolo” Kurier Lubelski

12 września 1992 r. w Mannheim „Ciolo” razem z trzema wspólnikami wdarł się do domu bogatych Romów, których synowie uznawani byli za cygańskie książęta. Mężczyznę uduszono, zaś kobietę torturowano, przypalając żelazkiem. Po tym napadzie Cyganie wydali na Roberta K. wyrok śmierci. Kolejną ofiarą „Ciola” był 91-letni kolekcjoner. Robert K., próbując zmusić staruszka do wydania kosztowności, przekazał broń swojemu wspólnikowi i kazał strzelać do żony mężczyzny. Kobieta została śmiertelnie postrzelona, a następnie zabito jej męża. „Ciolo” trafił na pierwsze miejsce wśród najbardziej poszukiwanych bandytów w Niemczech. Wyprzedzał nawet zamachowca podejrzewanego o terroryzm.

Za granicą Robert K. zamordował także swojego wspólnika, Krzysztofa R. Kompan naraził się „Ciolowi”, bo namawiał jego ówczesną partnerkę, aby go porzuciła. Rozzłoszczony gangster podstępem zwabił Krzysztofa R. za miasto, a następie zabił. Jego ciało zaciągnął na pole, owinął szmatami i podpalił.

Do kolejnych brutalnych napadów bandy „Ciola” doszło już na terenie Polski. W 1993 r. Robert K. wraz ze wspólnikami dokonali napadu na dom w Markach. Postrzelono wówczas i skuto kajdankami emerytowanego policjanta ochraniającego posesję. Obezwładniono również gospodynię i pomoc domową. Bandyci zażądali wydania gotówki. Ponieważ otrzymana kwota wydawała im się zbyt mała, zaczęli torturować gospodynię, przypalając ją żelazkiem. Kobieta zmarła kilka miesięcy po napadzie.

W  marcu 1994 roku pod Słupskiem pracownicy hurtowni cytrusów zaproponowali „Ciolowi” skok na właściciela hurtowni, z którym nie mogli dojść do porozumienia. Mężczyznę zastrzelono w jego domu, a przypadkową ofiarą napadu stała się również jego matka. Bandytom nie udało się dostać do sejfu hurtownika, ukradli jednak sporą kwotę niezabezpieczonej gotówki. Po tym napadzie „Ciolo” ukrył się na Ukrainie.Został zatrzymany latem 1994 roku w Dniepropietrowsku, a następnie deportowany do Polski. Proces „Ciola” dotyczący zbrodni popełnionych w Niemczech transmitowano w telewizji na żywo.

Sądy dla Roberta K. okazały się bezlitosne. 53-letni dziś „Ciolo” ma na koncie kilka wyroków dożywocia oraz karę 25 lat pozbawienia wolności.Za łączny wymiar kary przyjęto dożywocie. Po roku 2000  lubelscy gangsterzy, współpracujący dotąd z „Pruszkowem”, działali już pod patronatem gangu „mokotowskiego”. Rezydentem „Mokotowa” został Janusz P. ps. „Jacek” – człowiek, któremu przypisywano współpracę z braćmi Niewiadomskimi i Jackiem K. „Klepakiem”,  jednym z bossów Wołomina.

Gangsterzy z Lublina zajmowali się handlem narkotykami, napadami na przedsiębiorców i ściąganiem haraczy. Obecnie banda ta jest niemal doszczętnie rozbita. Za kraty trafiło kilkudziesięciu gangsterów, a samego „Jacka” w listopadzie 2011 r. oskarżono o kierowanie gangiem w Lublinie, sprzedaż kilkudziesięciu kilogramów amfetaminy i czerpanie zysków z agencji towarzyskich. Po raz ostatni zrobiło się o nim głośno w kwietniu 2016, roku kiedy to został zatrzymany w wyniku tajnej akcji CBŚP. 70-letni dziś Janusz P. odpowie przed sądem za udział w zorganizowanej grupie przestępczej i handel narkotykami .