„Stres spowodowany życiem na krawędzi swoje zrobił” – WYWIAD Z „GREKIEM”

0
8894
fot.Natalia Twardy, Publicat S.A.

Pierwsza książka „Greka”, zatytułowana „Byłem gangsterem”, została bardzo dobrze przyjęta, i odbiła się szerokim echem w kryminalnych social mediach. Sam byłem pod dużym wrażeniem pisarskich zdolności autora i całokształtu tej pozycji.

Zanim jednak „Grek” wziął do ręki pióro, przez wiele lat, trzymał w niej naładowaną broń, terroryzując jedno z największych miast w Polsce. Właśnie zbliża się premiera jego drugiej książki, „Napadałem na banki”, w której autor zawęża temat swojej opowieści, do czasu, kiedy w oczekiwaniu na wyrok sądu, dokonywał zuchwałych rabunków poza granicami Polski.

 

W nowej książce, właściwie cały czas, akcja toczy się po za granicami Polski. Współpracuje Pan z Niemcami, Hiszpanami, Albańczykami czy Serbem. Która z tych nacji okazała się najlepszym partnerem w interesach, a która wręcz przeciwnie? Jak radził Pan sobie z barierą językową? 

Często ludzie zadają mi takie pytanie i zawsze odpowiadam tak samo. To nie nacje czy narody są dobre lub złe, tylko poszczególni ludzie. Poznałem w swoim życiu mnóstwo obcokrajowców i nie mam żadnych uprzedzeń do nikogo…dopóki mnie nie zaboli.W moich żyłach płynie wybuchowa mieszanka.Jak ktoś czytał pierwszą część „Greka”, to wie, jakie mam pochodzenie.

Często w moim życiu przekonywałem się,że ludzie, których skreślałem na samym początku, okazywali się dobrymi kumplami,a ci, za których kiedyś oddałbym życie,tak naprawdę byli zwykłymi łotrami. Grupy były międzynarodowe i zawsze się jakoś dogadywaliśmy.

W trakcie napadów nic nie trzeba mówić,każdy wie, co ma robić. Pisząc książki, celowo zmieniam niektóre pseudonimy,ale w tych ekipach zawsze był ktoś z Polski. Po wielu latach uczestnictwa w różnych grupach przestępczych nie wskazałbym żadnej osoby, za którą dałbym dzisiaj głowę. Tam nie ma przyjaźni, może na początku,ale z czasem to się szybko weryfikuje.

Znam dość dobrze język niemiecki, szybko nauczyłem się podstaw hiszpańskiego. Mogę jeszcze wspomnieć, a nie pisałem nigdy o tym,że w młodości mieszkałem jakiś czas w Niemczech. Trenowałem tam.

 

Był Pan gangsterem w najdzikszych i najlepszych dla tego typu przestępczości czasach. Codziennie towarzyszyły Panu adrenalina i skrajne emocje. Czy po latach ekstremalnych psychicznych obciążeń, spowodowanych ukrywaniem się czy nieustannym zagrożeniem ze strony wrogów, człowiek jest w stanie emocjonalnie wrócić do normy?

Drogi Panie, psychika jest w rozsypce, i to bardzo. Wieloletni stres spowodowany życiem na krawędzi swoje zrobił. Odsiadka na enkach też.Unikam ludzi,jestem nieufny, kocham samotność i pisanie.

Pewien były polityk często wspomina w wywiadach, że za komuny zamknęli go chyba na jakieś 30 dni  na izolatkach,a on wykazał się męstwem i odwagą. Nie złamali go. Zawsze jak to słyszę, to się uśmiecham. Myślę sobie, jakbyś trafił, chłopie, na kilka lat na enki, prawdziwe enki, to byś zobaczył, co to jest prawdziwa odsiadka.

Nie miałem normalnego dzieciństwa ani normalnego życia i tak przez większą część mojej egzystencji, więc…odpowiedź jest prosta. Ale mogę Pana zapewnić, że nie słyszę żadnych głosów [śmiech].

fot.Natalia Twardy, Publicat S.A.

 

Pozostając w temacie – jaka była najbardziej ekstremalna/niebezpieczna sytuacja, w Pana gangsterskim życiu? Została opisana w którejś z książek czy zostawił ją Pan dla siebie?

Było wiele takich zdarzeń,ale o tych bardzo ekstremalnych nigdy nie napiszę. Proszę mi wierzyć, że się działo, i tak jak napisałem w mojej drugiej książce, to nawet słynny komandos miał pełne portki i sobie odpuścił.

 

Co Pan myśli, słysząc „polska mafia”? Osobiście uważam, że 99% przypadków używania tego sformułowania w mediach jest bezpodstawne. Weszło ono jednak na tyle mocno do szeroko pojętej popkultury, iż nie ma już sensu z tym walczyć.

Odpowiem Panu z mojego punktu widzenia i wiedzy, którą mam. Taka mafia, o jakiej się mówi i słyszy w Polsce, była i jest. Tylko że o prawdziwych mafiozach się nie mówi. Oni są bardzo wysoko.

Często słowo ,,mafia” jest przypisywane zwykłym chuliganom, choćby stadionowym. Wie Pan, to media decydują o tym, kto jest medialnym mafioso, bo gdyby nie używały tego słowa, to kto by się tym tematem interesował? Ale na pewno słowo „mafia” jest w Polsce nadużywane.

 

Historie opisane w książkach, moim zdaniem, są gotowym scenariuszem do filmu bądź mini-serialu. Funkcjonuję w „okołokryminalnej” branży i docierają do mnie sygnały, że właśnie zaczyna się boom na tematykę przestępczą.

Szykują się różne medialne projekty, a co za tym idzie, w branżę zostanie zapewne wpompowane sporo pieniędzy. Czy myślał Pan już o odezwaniu się do któregoś z reżyserów? Wiem, że fani tematyki gangsterskiej są spragnieni dobrego serialu o polskim podziemiu kryminalnym.

Wie Pan, ja całkiem przypadkiem dowiedziałem się, że podobno dobrze się czyta to, co piszę. Od wielu osób słyszałem,że na podstawie moich opowieści można by było zrobić dobry film. Ja nie szukam nikogo. Jak ktoś będzie chciał zrobić film na podstawie moich książek, to zapraszam. To nie zabrzmi skromnie, ale wiem, że przyjdzie czas na film czy serial na podstawie moich opowieści.

 

Jaką ma Pan opinię o kobietach? Z opisywanych historii wynika, że wszystkie są w zasadzie łatwe i przystępne, bez względu na status społeczny czy stan cywilny. Czy jest możliwe mieć jeszcze zdrowe relacje z partnerką po tylu latach nieustannych seksualnych przygód?

Piszę o kobietach, które poznałem w tamtym czasie. Z reguły poznawałem je na dyskotekach. Wystarczy wejść do byle jakiego klubu nocnego i zobaczyć, co się tam dzieje. To kobieta decyduje, z kim chce być i z kim chce iść do łóżka. Kobiety, które znałem, były łatwe, ale my faceci od zawsze byliśmy i jesteśmy łatwiejsi.

Mam jednak dobre zdanie o kobietach, bo mają większe jaja od facetów i są bardziej charakterne niż my. Jestem w stałym związku z kobietą,którą pokochałem w młodości. Wychowaliśmy się na jednej dzielnicy. Tylko nie udało mi się jej poderwać. Po latach spotkaliśmy się i obecnie jestem w niej szczęśliwie zakochany.

Byłem rozpustnikiem i kobieciarzem jak każdy facet, który może. Ja mogłem i czerpałem z tego pełnymi garściami. Proszę mi wierzyć, że się działo… Kilka osób namawia mnie, abym napisał o tym książkę, ale jej nie napiszę. Prywatnie mógłbym Panu opowiedzieć, kogo i kiedy poznałem i w jakich sytuacjach. Niektóre z tych kobiet widujemy w telewizji.

fot.Natalia Twardy, Publicat S.A.

 

Czy przegrał Pan kiedyś walkę na ulicy? Słyszałem o gangsterach, którzy bardzo dobrze się biją, ale czytając opisy walk „Greka”, można ujrzeć wręcz obraz jednoosobowej armii, która taranuje wszystkich przeciwników.

Trenowałem od dziecka sporty walki. Ważyłem około setki, miałem wielkie łapska i dużo siły. Mocno biłem z obu rąk i mocno kopałem. 95% mężczyzn w ogóle nie ćwiczy, więc z kim miałem przegrać? Ma Pan swoich informatorów, to niech wskażą Panu kogoś, kto wygrał ze mną na pięści.

Nigdy nie przegrałem. Czy byłem najlepszy? Pewnie, że nie. Może i byli lepsi, ale na szczęście byliśmy kolegami.

Wielokrotnie się wykazałem na ulicy i to też ugruntowało moją pozycję wysoko w hierarchii przestępczej. Każdy, kto brał udział w bójkach ulicznych, wie, że nie liczy się kolor paska w kimonie czy dyplom na mistrzostwach tylko charakter.

Nie każdy mistrz na macie jest kozakiem na ulicy. Daję Panu słowo, że lepiej mieć za plecami dobrego ulicznego chuligana niż mistrza świata, który nigdy nie bił się na ulicy.

 

 W książce możemy przeczytać taki fragment:

„Co do zasad, które jeszcze panowały w środowisku przestępczym w latach 80. i 90., to wszystko się skończyło na początku XXI wieku, gdy wymiar sprawiedliwości wprowadził słynny paragraf 60. Wtedy wszyscy zaczęli kapować. Nikt już nie chciał siedzieć, a środowiskiem przestępczym rządzili konfidenci. Liczył się tylko szmal i dobre życie. Zasady zniknęły!”

Ostatnio dużo mówi się o tzw. sześćdziesiątkach. Jak Pan ze swoich doświadczeń ocenia instytucje „małego świadka koronnego”? Czy był Pan zaangażowany osobiście w jakąś historię obrazującą patologię, lub przeciwnie, przydatność paragrafu 60.?

Znam kilka przykładów patologii, która ma miejsce w związku z tzw. skruszonymi sześćdziesiątkami. Znam taką jedną „skruszoną” postać medialną. Gość zrobił sobie z tej instytucji stałe źródło dochodu…ogromne. Zarobił miliony.

Wiarygodność niektórych z nich jest zerowa, tak samo jak Świadków Koronnych. Kiedyś taśmowo się ich produkowało. Każdy prokurator chciał mieć takiego świadka. Zresztą można o tym poczytać w gazetach.

Wielu z tych niby skruszonych gangsterów straciło swój status. Dzisiaj wiem, po co wielu z nich stworzono. Może się kiedyś z Panem tym podzielę. Według mnie, ale jest to moja opinia, chciano zamknąć niektóre śledztwa. Dziś mamy przykład pana Tomasza Komendy, choć tam nie było świadka koronnego ani sześćdziesiątki, ale mechanizm był tam taki sam.

fot.Napadałem na banki

 

Wspomina Pan o słynnym bossie z wybrzeża. Każdy, kto choć trochę interesuje się tematyką, szybko odkryje, o kim mowa. Poruszony jest tu wątek relacji z jego wspólnikiem uważanym w tamtym czasie za jego prawą rękę.

Ojciec Chrzestny z wybrzeża został jednak zastrzelony w nocnym klubie, a sprawców nie ustalono do dziś. Czy Pana zdaniem prawdopodobna jest wersja, że został on usunięty przez młodszego wspólnika, który uznał, że czas legendy lat 80. dobiega końca?  

Drogi Panie, nie wiem, kogo Pan ma na myśli. Ja napisałem to, o czym słyszałem i czego  byłem świadkiem, chodzi mi o pewne sytuacje i rozmowy. Świadkiem zabójstwa nie byłem, bo wtedy siedziałem w więzieniu. Każdy średnio inteligentny stamtąd też to wie… Dla mnie sprawa jest oczywista. Na pewno nie chodziło tylko o to, że czas legendy kogoś tam już minął.

 

Skąd wziął się u Pana dar do pisania? Czytałem mnóstwo książek o tematyce kryminalnej, jednak sposób narracji w opowieściach „Greka” jest wyjątkowy. Czytając je, można odnieść wrażenie, że słucha się opowieści kumpla, który przy szklance whisky wspomina o swoich niebezpiecznych przygodach.

Nie wiem, skąd to mam. W młodości dużo czytałem. Spędzałem sporo czasu w bibliotece. Do domu nie wracałem, bo wiedziałem, co tam zastanę; biedę i ojca alkoholika. Siadywałem więc na klatce schodowej i coś sobie tam czytałem i pisałem.

Byłem przeciętnym uczniem, ale moje wypracowania zawsze robiły wrażenia na mojej pani o polskiego. Cieszę się że ludziom się podoba to, co piszę. Gdyby nie to, nie wydałbym drugiej książki. Są i kolejne,ale nie wiem, czy je wydam.

Poza tym dużo gadam i ludzie lubią mnie słuchać. Zawsze byłem duszą towarzystwa. Piszę z głowy, nie robię notatek, nie kreślę, piszę szybko. Książkę mogę napisać w miesiąc. Niektórzy ludzie powiedzieli mi,że mam talent. Nie wiem, czy tak jest, ale moja książka się sprzedaje i ludzie ją chwalą. Druga część wydaje mi się lepsza…zobaczymy, jakie będą recenzje.

 

Jakie ma Pan plany na przyszłość ? Wspominał Pan o kolejnych książkach, jednak powszechnie wiadomo, że z samego pisania w Polsce wyżyć jest trudno, a już tym bardziej na poziomie, do którego „Grek” zdążył się przez lata przyzwyczaić.

Z pisania książek nie da się wyżyć. Mam wrażenie, że w Polsce jest więcej pisarzy niż osób, które czytają. Jak wspomniałem, kończę już powoli z pisaniem. W Polsce nie mogę nigdzie dostać pracy, bo jestem, kim jestem.

Pracodawcy żądają ode mnie zaświadczenia o niekaralności, którego nie mogę im przedstawić. Żyję bardzo skromnie. Co miesiąc wydaję taką sumę, jaką kiedyś wydawałem w jedną noc, ale daję sobie radę. Z wielu rzeczy zrezygnowałem zupełnie.

Poza tym nie palę, nie piję, nie wącham, na panny już też nie wydaję. Żyję jeszcze z oszczędności, ale to nie wystarczy mi na długo. Poza tym mam wydatki. Płacę spore alimenty. Coraz częściej myślę o wyjeździe z Polski z biletem w jedną stronę. Jestem przekonany, że wkrótce tak może się stać.

 

Dziękuję za wywiad

Serdecznie pozdrawiam i dziękuję.

MAFIA PL

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here