Andrzej Z. „Słowik”

0
5785
fot. materiały prasowe

Andrzej B. urodził się 16 maja 1960 roku w Stargardzie Szczecińskim. W późniejszym czasie zmienił nazwisko przejmując je od swojej żony Moniki Z. Zanim stał się jednym z największych bossów polskiej przestępczości zorganizowanej był dzieckiem z przeciętnej rodziny, garnącym się do sportu.

Jak twierdzi „Słowika” uczynił z niego chory system naszego kraju, który z nastoletniego sportowca zrobił wyrachowanego przestępcę. Mówiąc te słowa, Andrzej Z. miał na myśli jego pierwszy wyrok, który otrzymał jako osiemnastoletni chłopak, kiedy podczas wyjazdu na dyskotekę, rozbił Fiata 126p.

O szczegółach tych wydarzeń opowiedział w swojej książce zatytułowanej „Skarżyłem się grobowi”, która została wydana w 2001 roku w czasie gdy „Słowik”, już jako boss Pruszkowa, ukrywał się przed organami ścigania:

„Była upalna, letnia noc 1978 roku, w światłach samochodu droga wydawała się prosta, a samochód bardzo łatwo się prowadził . W radiu głośno grała muzyka, ludzie śmiali się, wygłupiali, przekrzykiwali się nawzajem. Ktoś klepał mnie po ramieniu, ktoś inny wymachiwał rękoma . Śmiałem się razem z nimi, byłem szczęśliwy, czułem się pewnie za kierownicą. Nic nie zapowiadało zbliżającej się tragedii.

Na zakręcie straciłem panowanie nad samochodem. Wpadliśmy do rowu, auto kilkakrotnie koziołkowało. Jakimś cudem nikomu nic się nie stało. Z trudem wygramoliliśmy się z rozbitego samochodu i w pośpiechu oddaliliśmy się z tego miejsca. Nikt z nas nie wpadł na pomysł , żeby wypadek zgłosić milicji. Każdy czuł się winny tego, co się stało. Był a to nasza tajemnica, której nie chcieliśmy ujawnić. Po miesiącu, gdy o całym incydencie przestawałem już myśleć, zostałem aresztowany.

fot. „Słowik” i Monika B., „Skarżyłem się grobowi”

O szóstej rano obudził mnie dzwonek do drzwi. Okazało się, że to przyszła po mnie milicja. Mnie młodego , nigdy nie mającego do czynienia z milicją chłopaka , zakuto w kajdanki i na oczach przerażonych rodziców i sąsiadów wywleczono z domu . Potraktowano mnie jak groźnego bandytę, a nie jak młodego chłopca , który nigdy nie popełnił żadnego wykroczenia. Milicja odtworzyła przebieg wydarzeń, dotarła do uczestników wypadku.

Okazało się, że auto było kradzione, o czym wcześniej nie wiedziałem. Złodziejem był syn posła, o czym dowiedziałem się później. Ale to nie on miał odpowiedzieć za kradzież. Przecież był synem posła.

Za mną nie miał się kto wstawić. Moi rodzice nie zostali do sprawy  dopuszczeni, byli to prości ludzie bez wpływowych przyjaciół. Nie stać ich było na wynajęcie adwokata. Mało tego, nikt nie zaproponował mi adwokata z urzędu, który mi się należał i który mógłby mnie obronić . Nie dociekano prawdy. Moje zeznania były bez znaczenia. Zostałem oskarżony nie tylko o spowodowanie wypadku, ale i o kradzież auta. Wyrok na mnie zapadł jeszcze zanim rozpoczęła się rozprawa sądowa. Wyrokiem sądu zostałem skazany na 1,5 roku więzienia i wysoką grzywnę. Wysłano mnie do aresztu śledczego na ulicy Kaszubskiej w centrum Szczecina.

Dla wychowawcy i psychologa więziennego byłem „trudnym”, „niewygodnym” przypadkiem. Ci tak zwani fachowcy podjęli decyzję wysłania mnie do najbardziej represyjnego więzienia dla małolatów – „Mielęcin”.”

Potem dodał :

„Trafiłem między naprawdę zdeprawowanych ludzi, pozbawionych jakichkolwiek skrupułów, dla których głównym celem w życiu było zostać jak najlepszym przestępcą. Pięściami musiałem walczyć o życie. Każdy dzień to była walka o przetrwanie. Powoli przesiąkałem atmosferą więzienia, zaczynałem myśleć innymi kategoriami. Pomimo woli stawałem się wyprodukowanym przestępcą.”

To właśnie wtedy jako niespełna 20-latek w celi izolatki wyrył napis na ścianie:

„Tu umarł Andrzej, narodził się Słowik”.

Kiedy wychodzi z wiezienia dokonuje drobnych przestępstw, głównie kradzieży i włamań .Po dwóch miesiącach znów zastaje zatrzymany i w wieku 21 lat, trafia do wiezienia w Czarnem.

Dostaje wyrok 4 lat pozbawiania wolności, jednak nie zamierza spędzić młodości za kratkami.  Ucieka z więzienia i ukrywa się na wybrzeżu. Zostaje złapany po kilku miesiącach i znów ląduje w Czarnem. Dzięki przyuczaniu się do zawodu fryzjera, dostaje możliwość wcześniejszego opuszczenia zakładu.

Wychodzi na wolność, jednak nie planuje zawodowej kariery w salonie fryzur.  Sytuacja ponownie zatacza koło. Słowik znów dokonuje licznych kradzieży i ponownie po dwóch miesiącach ląduje w więzieniu. Wychodzi jednak na przepustkę z której już nie wraca.

Zbliża się początek nowego dziesięciolecia, a Słowik wchodzi w nie z opinią twardego recydywisty i doskonałego złodzieja. Przenosi się do Warszawy. Zbigniew R. ps. Bolo, z którym Słowik spędził sporo czasu w zakładzie karnym, wprowadza go do gangu pruszkowskiego, którego trzon stanowią już  Parasol, Wańka, Malizna, Kajtek i Krzyś.

fot. materiały prasowe

W 1993 roku kancelaria prezydenta Lecha Wałęsy, stosuje wobec Słowika prawo łaski i zwalnia go z 6 letniego wyroku z 1987 roku. Ułaskawienie miało kosztować Andrzeja Z. 150 tys. dolarów, a to obrazuje do jakich doszedł pieniędzy i koneksji między opuszczeniem więzienia w końcówce lat ’80 a złożeniem podpisu prezydenta Polski na akcie łaski w 1993r.

Pierwsza połowa lat ’90 to czas, w którym Słowik był już gangsterem pełną gębą. Mimo, że młodszy od Parasola, Malizny czy Bola, został jednym z tzw. starych pruszkowskich.  Niżej od niego w hierarchii był min. Masa, którego nie znosił, zresztą  z wzajemnością.

Gang handlował na wielką skalę spirytusem, dokonywał napadów i rozbojów, ściągał haracze i podporządkowywał sobie kolejne miasta. W późniejszym czasie wszedł na poważnie w handel narkotykami i biznesem związanym z automatami do gry.

Podczas wielkiej obławy na grupę pruszkowską w 2000 roku, Słowikowi udało i się uciec przed aresztowaniem.  Wyjechał do Hiszpanii gdzie przez rok ukrywał się w okolicach Walencji.  To właśnie podczas jego ucieczki ukazała się książka „Skarżyłem się grobowi”, w której gangster opisuje swoje losy ale też niewątpliwie próbuje wybielić swoją osobę.

fot. „Słowik”, „Skarżyłem się grobowi”

W październiku 2001 roku, namierzono go i zatrzymano w willi, w miejscowości Casa Gaudia. Policja twierdziła, że dzieżko było go poznać, gdyż zapuścił pokaźna brodę. Wraz z nim przebywał krakowski gangster Zbigniew Ś. Pyza oraz Waldemar M. Micho.

Gangster został sprowadzony do Polski drogą ekstradycji w 2003 roku a w kolejnym roku, za kierowanie gangiem otrzymał wyrok 6 lat pozbawienia wolności.

Kiedy odbywał karę. Płatny morderca Artur Zirajewski. Stwierdził przed sądem, że Andrzej Z. przyjął zlecenie zabójstwa komendanta głównego policji, od biznesmena Edwarda Mazura. Kiedy Zirajewski, zmarł w areszcie w niejasnych okolicznościach, Słowik został objęty szczególny dozorem. Z zarzutu zabójstwa Papały  Andrzej Z. został jednak oczyszczony i w 2013 roku wyszedł na wolność.

 fot. zatrzymanie „Słowika” w Hiszpanii, materiały prasowe

Już na wolności fotoreporterzy robili mu z ukrycia zdjęcia min. z Wańka. Plotkarskie portale publikowały także jego fotografie z loży VIP na stadionie Legii. Na początku 2016 roku pojawił się także w teledysku rapera Malika Montany.

Rok później znów zaczęły się jego kłopoty. W mediach pojawiła się informacja  o aresztowaniu wierchuszki starej pruszkowskiej gwardii. Na terenie Warszawy i Szczecina zatrzymano 14 osób. Oprócz Słowika do aresztu trafili też inni bossowie Pruszkowa – Janusz P. Parasol i Leszek D. ps. Wańka. Część przestępców zatrzymano w restauracji na warszawskiej Woli gdzie mężczyźni urządzili nieformalne biuro. Poza bossami zatrzymano tak znane postaci z półświatka jak: Krzysztof O. ps. Kręcony, Sławomir F. ps. Fabian czy Adam K. ps. Młody Wańka (syn Leszka D).

fot. „Słowik” podczas ekstradycji

Pruszkowskim bossom oraz ich współpracownikom przedstawiono m.in. zarzuty: brania udziału lub zakładania i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, prania brudnych pieniędzy, wystawiania i posługiwania się nierzetelnymi fakturami, poświadczania nieprawdy w dokumentach w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, a także pobić, rozbojów i wymuszeń rozbójniczych. Na czele grupy stać miał Sebastian W. A ochroną interesów tej grupy zajmowali się m.in. członkowie tzw. grupy pruszkowskiej w tym Andrzej Z.

Na wyłudzaniu podatku vat w latach 2013-2017 grupa zarobiła co najmniej 35 mln zł, dokonując  fikcyjnego eksportu produktów spożywczych, głównie kawy mielonej.

„Słowik” nadal przebywa w areszcie.

Podczas jego pobytu na wolności, jego była żona Monika Banasiak wystąpiła w programie Kobiety i mafia. Podczas nagrania starała się zobrazować swoją kiepską sytuację materialną i wyraziła żal do Andrzeja Z. że po rozstaniu spakował ja w kilkanaście pudeł, które zostawił w magazynie.

Jak wiadomo „Słowikowa” jak nazywano ją w środowisku nie czekała na męża. Podczas jego odsiadki spotykała się z innymi mężczyznami z półświatka jednak finalnie pozostała sama. „Słowik” podczas rozmowy telefonicznej zamieszczonej w programie, powiedział krótki: „Nie chcę mieć z tą kobietą nic wspólnego”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here