Jan R. „ojciec chrzestny z Kisielic”

0
144

fot. Jan R. na rozprawie / Rafał Maliszewski, dziennik elbląski

W niewielkich Kisielicach leżących k. Grudziądza Jan R. traktowany był przez mieszkańców niczym ojciec chrzestny. Popegeerowskie miasteczko, po zmianach ustrojowych zostało odcięte od świata. W okolicy panowało powszechne bezrobocie i brak perspektyw dla młodych ludzi.

 

Wówczas pomocną dłoń wyciągnął Jan R. zwany „Kulawym”. Mimo tego, że sam wymagał opieki po wypadku w 1980 roku i paraliżu dolnej części ciała, w niewyjaśniony sposób stał się najbogatszym mieszkańcem Kisielic.

Jako właściciel min. masarni stał się największym pracodawcą w okolicy. Jako radny, aktywnie udzielał się w życiu społecznym i politycznym miasta. Swoją urzędniczą dietę przekazywał na paczki dla dzieci z ubogich rodzin. Sam Jan R. w rozmowie z dziennikarzem powiedział kiedyś o sobie:

– Byłem radnym miejskim w Kisielicach. Na tamte czasy mieliśmy sporo pieniędzy, prowadziliśmy firmę. Mimo tego pomagaliśmy często biednym. Remontowaliśmy nawet kościół. Zastanawialiśmy się nad niewielka rafinerią biopaliw. Rozmowy prowadzone były z burmistrzem Kisielic. Załatwiona była koncesja, biznes plan. Przyjeżdżał do nas doradca rządowy. Potem usłyszałem, że samorząd powiatowy nie ma na to pieniędzy. Sprzedawaliśmy wcześniej maszyny rolnicze, prowadziliśmy gospodarstwo. Ciągle pomagałem mieszkańcom, drewno dawałem, pieniądze dla dzieci. Wbrew tym obelgom nikogo nigdy nie skrzywdziłem.-


Jest to jednak tylko jedno oblicze, postaci jąka jest Kulawy.

Jak ustaliła prokuratura Jan R. stał na czele brutalnej 15-osobowej grupy przestępczej, zajmującej się przemytem rosyjskich papierosów do Europy zachodniej, handlem narkotykami i wyłudzeniami ubezpieczeń komunikacyjnych.

Na swoim terenie „Kulawy” był nietykalny. Ludzie wdzięczni za jego pomoc, nie dociekali, w jaki sposób zgromadził swój majątek. Nawet jeśli o czymś wiedzieli, nie opłacało im się informować miejscowej policji. Nie miało to żadnego sensu, gdyż komendantem lokalnego posterunku, był krewny „Kulawego”, nomen omen noszący takie samo nazwisko jak on.

Jego bezkarność trwała w najlepsze aż do końca maja 2003 roku. Wówczas to jego dwaj wspólnicy, w interesach papierosowych Stanisław B. i Jerzy O., wyruszyli do niego ze Szczecina.

Mężczyźni byli przedsiębiorcami, zajmującymi się na boku przemytem papierosów. Do „Kulawego” jechali w celu rozliczenia się za interesy. Jan R. winny był im ok. 50 tys. euro.

Dzień ,w którym pojawili się w posiadłości Kulawego przy ul. Nadjeziornej, był ostatnim, w którym ich widziano.Na trop Jana R. policję naprowadziły panie Lucyna i Henryka, żony zaginionych mężczyzn, które nerwowo zaczęły ich poszukiwać. Ostatnia rozmowa telefoniczna przeprowadzona przez jedną z nich z mężem, sugerowała, że biznesmeni są właśnie u „Kulawego”.

Kobiety początkowo, postanowiły działać na własną rękę, co było iż ich strony bardzo nieodpowiedzialnym zachowaniem. Kiedy mężowie nie wrócili do domu, umówiły się na rozmowę w domu „Kulawego”. Na szczęście dla nich, zjawiły się w Kisielicach wcześniej niż były umówione. Według wiedzy operacyjnej policji, gdyby znalazły się na posesji Jana R. o ustalonej godzinie, prawdopodobnie już by nie żyły. To spotkanie u „Kulawego”, niczego jednak nie wniosło do sprawy.

Kiedy ich paniczne poszukiwania nie przyniosły rezultatów, panie postanowiły zawiadomić o wszystkim policje. Jednak w obawie o siebie i mężów, nie podały informacji o ich przemytniczych interesach z „Kulawym.”

Kobiety wymyśliły historię o rzekomym kupnie auta, na które mężczyźni udali się do Jana R., i z którego już nie wrócili. Policja nie mając przesłanek o przestępczej działalności „Kulawego” udała się na jego posesję w innym charakterze, niż powinna.

Ich wizyta nie przyniosła pożądanych skutków. Kobiety, które nie przekazały całej prawdy o interesach mężów popełniły błąd. „Kulawy” miał możliwość się wybronić. O faktycznym powodzie, wyjazdu mężczyzn do Kisielic, powiedziały w końcu funkcjonariuszce CBŚ w Olsztynie. Dopiero wówczas postępowanie ruszyło w prawidłowym kierunku. Od zaginięcia Stanisława B. i Jerzego O. minęło już jednak kilka miesięcy.

Podczas rozwieszania w Malborku informacji o zaginionych, ich synowie, zauważyli na stacji paliw auto, które posiadało charakterystyczne felgi. Dokładnie takie, jakie znajdowały się w samochodzie ich ojców.

Udało się im dotrzeć do warsztatu, w którym obecny właściciel kupił felgi. Resztą zajęła się policja, która doprowadziła do wyłowienia, spalonego wraku samochodu, z Wisły w lipcu 2003 roku.

Człowiek który, zniszczył auto, zeznał że zrobił to na polecenie Kulawego. Przed spaleniem i zatopieniem go, wykręcił jednak felgi, aby je sprzedać. Po złożeniu zeznań popełnił samobójstwo.

Policja ponownie wkroczyła do domu Jana R. 19 listopada 2003 r., czyli ponad 5 miesięcy od zaginięcia biznesmenów ze Szczecina. Tym razem posiadała nakaz aresztowania przestępcy, a na terenie jego domu, znaleziono broń palną, amunicję i ładunki wybuchowe.

Kulawemu nie pomogły ani groźby, ani zasłanianie się stanem zdrowia. Został aresztowany.

Posiadłość Jana R. została zajęta przez komornika i popadła w ruinę.

Pierwszy proces trwał aż pięć lat. W tym czasie odbyło się ponad 300 rozpraw, a koszt całego postępowania oszacowano na 4 mln zł. Znaczą część kosztów pochłonęła opieka medyczna, której wymagał główny oskarżony.

Przez około rok, do momentu aresztowania żony Kulawego, żaden z ponad 200 przesłuchanych nie chciał niczego powiedzieć. Dopiero po zatrzymaniu Elżbiety R., zaczęły pojawiać się kolejne informacje.

Co do zniknięcia mężczyzn, przyjęto kilka hipotez. Według pierwszej, zostali oni zamordowani już w domu Kulawego, a ich ciała zmielono w maszynie masarskiej. Według innej mieli być torturowali, zastrzeleni i zakopani, na jednym z leśnych terenów należących do Jana R. Wersja którą nagłaśniali oskarżeni mówiła zaś, że mieli rzekomo uciec za granicę przed kłopotami z prawem.

Proces gangu „Kulawego” ruszył w 2006 r. i zakończył się w styczniu 2011 r. Wówczas na ławie oskarżonych zasiadło 16 osób, w tym dwie kobiety. Odpowiadali za zabójstwa, przemyt, handel narkotykami i ładunkami wybuchowymi. Grupa funkcjonować miała od 1998 roku do listopada 2003. Jan R. w tym procesie, został skazany na dożywocie za 30 przestępstw, w tym zlecenie i zorganizowanie podwójnego zabójstwa.

Wiosną 2014 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku uchylił jednak wyrok w części dotyczącej zlecenia oraz dokonania zabójstw i skierował sprawę do ponownego rozpoznania. Z uzasadnienia wynika, że w tej sprawie było „wiele domniemań i hipotez, które nie zawsze się zazębiały i nie zostały poparte dowodami”.

Na rozprawach, leżący na szpitalnym łóżku Kulawy, na przemian chrapał i ubliżał wszystkim na sali – sędziom, prokuratorom, policjantom i oskarżycielom. Głośno ubolewał nad swoim zdrowiem przez co często przerywano rozprawy.

Śledczy mimo licznych poszukiwań z użyciem georadarów i przekopania ton ziemi, nie znaleźli śladów zaginionych mężczyzn. Nie pomógł tez jasnowidz Jackowski i działania detektywa Rutkowskiego.

W maju 2017 roku w sprawie gangu Kulawego w Sądzie Okręgowym w Elblągu zapadł kolejny wyrok. Na ławie oskarżonych zasiadło łącznie dziewięć osób. W skład grupy przestępczej wchodzili m.in. najbliżsi członkowie rodziny gangstera – jego żona, dwóch braci i siostrzeniec.

„Kulawy’ za kierowanie grupą przestępczą i zorganizowanie zabójstwa dwóch biznesmenów ze Szczecina, dostał 25 lat.

To niższy wyrok niż dożywocie zasądzone przez I instancję. Uzasadniając wyrok sędzia Tomasz Piechowiak powiedział, że sąd przypisał Janowi R. kierowanie grupą przestępczą, która dokonała zabójstw biznesmenów, natomiast nie ma bezpośrednich dowodów ani poszlak wskazujących, który konkretnie i bezpośrednio z członków gangu dokonał zbrodni zabójstwa. Z kolei Marcinowi K. ps. „Kacper”, Marcinowi G. ps. „Grzywek” oraz Dariuszowi L. sąd przypisał wzięcie biznesmenów jako zakładników. Wymierzył za to Marcinowi K. karę 10 lat więzienia, a Marcinowi G. i Dariuszowi L. kary po 8 lat więzienia.

Inny z członków grupy, Radosław H. został skazany na karę 6,5 roku więzienia za przemyt narkotyków do krajów zachodniej Europy, w tym tabletek gwałtu. Pozostałe osoby zostały skazane na kary od 5 lat więzienia do kary grzywny za wyłudzenia odszkodowań za fikcyjne stłuczki samochodowe oraz przemyt papierosów.

Wyrok jest nieprawomocny. Żony zamordowanych biznesmenów, zapowiedziały iż nie odpuszczą tej sprawy, dopóki nie dowiedzą się gdzie spoczywają szczątki ich mężów.

Rozległa posesja Kulawego, która niegdyś wzbudzała zazdrość sąsiadów, została w między czasie zajęta przez komornika i popadła w ruinę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here